Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść dla dziewcząt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść dla dziewcząt. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 czerwca 2014

Seria o Annie balerinie, Justusa Pfaue


Dziś chciałabym zaprezentować bardziej współczesną opowieść. Trylogia „Anna – zaczyna się nowe życie”, „Anna balerina” i „Brawo, Anno !” powstała w latach 1987-1989 i jej akcja rozgrywa się mniej więcej w tym samym czasie.
Główną bohaterką jest około czternastoletnia (początkowo) Anna, uczennica szkoły baletowej w Monachium; bardzo utalentowana, chwalona przez nauczycieli, z perspektywami na piękną karierę. Plany niweczy groźny wypadek samochodowy, spowodowany przez lekkomyślnego brata. W jego wyniku Ania może zostać sparaliżowana do końca życia. Dziewczynka zamyka się w sobie, nie wierzy, że będzie mogła kiedykolwiek chodzić. Dopiero poznany w szpitalu rówieśnik Rainer wyciąga ją z tego stanu i zmusza do walki o siebie. Okazuje się, że nie jest tak źle i dziewczynka zaczyna chodzić. Pragnie też wrócić do tańca. Stopniowo dochodzi do formy, startuje nawet w prestiżowym konkursie. Drugim wątkiem jest życie rodzinne Anny i pierwsze perypetie sercowe.W kolejnych tomach, starsza nieco Ania wyjeżdża na studia i podejmuje pierwszą pracę.

Książki czyta się bardzo dobrze, szczególnie pierwszą część. Pozwalają wniknąć w świat tancerzy klasycznych, uczestniczyć w ich treningach, konkursach. Jeżeli któraś kiedyś marzyła o byciu baletnicą/łyżwiarką/gimnastyczką, to jest to pozycja dla niej. Dodatkowo, ważnym atutem jest przesłanie tej książki – trzeba walczyć do końca, nie poddawać się przeciwnościom. Nawet, jak jest źle, należy znaleźć coś pozytywnego i wykorzystać to najlepiej, jak się da (tu ważna jest postać Rainera).
Nie wiem, na ile możliwy jest powrót do tak dobrej formy po tak groźnym wypadku, ale nie to jest tu najważniejsze. Poza tym, to jest to jeszcze zwykła, ciepła opowieść o nastolatkach, ich kłopotach w domu, szkole, pierwszych zauroczeniach itp.


Autorem trylogii jest Justus Pfaue, niemiecki pisarz i scenarzysta, tworzący dla dzieci i młodzieży. Wiele z jego utworów zostało zekranizowanych (w formie filmów i seriali). Niektóre z nich pokazywała „w dawnych czasach” polska telewizja; w tym opowieść o Annie.


Justus Pfaue, Wydawnictwo Iskry 1993
1) Anna – zaczyna się nowe życie, 
2) Anna balerina, 
3) Brawo, Anno ! 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Córka kapitana okrętu - Irena Szczepańska

Graf 1992
   „Córka kapitana okrętuIreny Szczepańskiej opowiada historię szesnastoletniej Benity Rizzo. Dziewczynka wychowywana jest przez ciotkę, gdyż matka zmarła przy jej narodzinach, a ojciec dowiedziawszy się o tym, rozczarowany dodatkowo, że nowo narodzone dziecko nie jest upragnionym synem, wyruszył na morze.
   Benitka jest raczej chłopczycą; dorasta w Sycylijskim raju, radośnie spędza czas na powietrzu, na grach i zabawach z rówieśnikami. Jej najbliższym przyjacielem jest nieco starszy Nino. Fascynuje ją z kolei jego przyjaciel; Jurek z Polski (matka Benity była Polką, a ciotka która ją chowa, to jej siostra i wychowuje ją w duchu patriotycznym).
   Dziewczynka dorasta; coraz więcej rozumie i tęskni za nieznanym ojcem. Gdy ciotka niespodziewanie umiera, Tita nie bardzo ma co ze sobą zrobić. Z pomocą Nina i Jurka, w przebraniu chłopca chowa się na statku, dowodzonym przez ojca. Ujawnia się dopiero na pełnym morzu, gdzie nie ma już innego wyjścia, jak zatrzymać ją i zagonić do pracy. Podczas długiego rejsu, Benita – a właściwie teraz Benito – pnie się stopniowo w hierarchii okrętowej, aż dociera do samego ojca…


1938 rok
   Irena Szczepańska (1908-1964) była pisarką całkiem popularną w okresie około wojennym. Dziś ciężko jest określić ile książek faktycznie napisała, ale ich wykaz w katalogu Biblioteki Narodowej stale się powiększa. Obecnie, względnie możliwe do zdobycia są trzy-cztery pozycje, wśród których najłatwiejsza, właśnie „Córka kapitana okrętu”.

    Książeczka ta, momentami naiwna, jest łatwa i przyjemna w odbiorze, a dodatkowo pozwala liznąć trochę geografii, historii sztuki, a nawet nauk społecznych. Wspólnie z bohaterami zwiedzamy Port Said i Bombaj, podziwiamy iskrzące się niezwykle nocą Morze Czerwone, ale i obserwujemy niesamowite rozwarstwienie społeczne; zarówno na samym statku, jak i podczas zwiedzania przez czwórkę głównych bohaterów (do Tity, Nina i Jurka, dołącza jeszcze przystojny, uwodzicielski Mario) kolejnych miast.

   Mnie opowieść tę podsunęła przed laty mama, która sama czytała ją jako dorastająca dziewczyna. Ja po dziś dzień lubię po nią co jakiś czas sięgnąć i chociaż przekartkować. Przetrwała już tyle lat (pierwsze wydanie pochodzi z 1938 roku), iż choć pewna obaw (obserwując po jakie pozycje sięga młodzież dziś), mam nadzieję, że nie zniknie w odmętach.

Irena Szczepańska, „Córka kapitana okrętu” 
- Księgarnia Powszechna, Kraków 1938 
- Iskry, Warszawa 1958 
- Oficyna Wydawnicza Graf, Gdańsk 1992 (seria „dziewczęca”) 
- Prowincjonalna Oficyna Wydawnicza Exar, Bochnia-Kraków 1992 (seria: Biblioteka Przedwojennego Nastolatka) 
- Wydawnictwo Prószyński i Spółka, Łódź 1998 (seria: Klasyka dziecięca) 

1958 rok

Exar 1992

1998 rok

niedziela, 1 czerwca 2014

Seria "Domek na prerii", Laury Ingalls Wilder

najpopularniejsze wydanie
Na początek chciałabym zaprezentować jedne z najukochańszych książek mojego późnego dzieciństwa / wczesnej młodości – cykl „Domek na preriiLaury Ingalls Wilder.

Większość osób w wieku 30+, zapewne kojarzy choć serial Michaela Landona (zresztą równie mocno przeze mnie kochany). Powstał on jednak wiele lat później i w zasadzie, nie w oparciu, a raczej inspirowany książkami Wilder.

Na cykl "Domek" składa się – zależnie, jak liczyć – od 8 do 12 książek. Oprócz nich, Wilder żadnych innych nie stworzyła. Pisała jednak liczne artykuły, listy itp., które współcześnie wydano w postaci książkowej (można o nich poczytać na Wikipedii).

W naszym kraju „Domki” ukazały się prawdopodobnie tylko raz (i to nie wszystkie), nakładem „Naszej Księgarni” (tom 1) oraz „Agencji Kris” (tomy 2-9). Współcześnie, można je zdobyć od czasu do czasu na Allegro, gdzie cieszą się dużym zainteresowaniem. Wersje anglojęzyczne (i inne) z kolei można zakupić w zagranicznych księgarniach oraz przez polskie serwisy i księgarnie, świadczące usługi z zakresu zakupów zagranicą.

W swoich macierzystych Stanach Zjednoczonych, zarówno cykl, jak i sama postać Laury Ingalls Wilder, są wciąż bardzo popularne. Cały czas wydawane są jego nowe edycje (w tym, skrócone wersje obrazkowe) oraz kolejne biografie zarówno Laury, jak i pozostałych członków rodziny. Dodatkowo, od lat 90 (XX wieku) po chwilę obecną, ukazują się książeczki utrzymane w podobnym klimacie, o jej córce Rose (również pisarce), matce, babci, prababci itp. Kiedyś pewnie i o nich napiszę, ale póki co, odsyłam tutaj. W oryginale, są do zdobycia tam, gdzie pierwsze „Domki”.

Laura, w wieku ok. 70 lat
Laura Ingalls Wilder urodziła się w 1867 roku, między miasteczkami Pepin i Lund, w stanie Wisconsin. W dzieciństwie często zmieniała miejsce zamieszkania. O tych podróżach opowiedziała później w swoich książkach. Nie są one jednak autobiografią w ścisłym tego słowa znaczeniu. Autorka pominęła niektóre zdarzenia, inne umiejscowiła w innym miejscu, czy czasie, czasem zmieniała kolejność, a niekiedy imiona postaci (głównie, tych mniej sympatycznych). Niektórzy bohaterowie są wymyśleni, inni stanowią kompilację kilku osób, z którymi się zetknęła (np. Nellie Oleson). Tym, którzy po lekturze książek, chcieliby dowiedzieć się, jak było naprawdę, polecam którąś z współcześnie wydanych biografii.
Gdy miała około 60 lat, na przełomie lat 20 i 30 XX wieku, Laura zrozumiała, jak ciekawe życie wiodła i chcąc opowiedzieć ówczesnym dzieciom o czasach, w których żyła i o swojej rodzinie, zaczęła o nich pisać. Dotychczas nie wydana autobiografia „Pioneer Girl”, dostępna jedynie w niektórych amerykańskich bibliotekach, mająca się jednak ukazać, prawdopodobnie jeszcze w tym roku, stała się ostatecznie zalążkiem całej serii. Na kilkudziesięciu stronach początkująca pisarka opowiedziała to, co po obróbce ostatecznie wydane zostało w ośmiu tomach.
okładka pierwszego wydania

Wszystko zaczyna się od „Małego domku w Wielkich Lasach”, wydanego po raz pierwszy w 1932 roku, gdzie czytelnik poznaje sześcioletnią Laurę i jej rodzinę. Książka różni się stylem od kolejnych. Z racji bardzo młodego wieku w okresie, który opisuje, Laura nie mogła szczegółowo pamiętać wydarzeń. Opowiada więc bardziej o ówczesnym świecie, sposobie życia, historyjkach swojego taty (nazywanego Pa), o przygotowaniach do zimy, świniobiciu, zimowych wieczorach, gdy tata grał dla nich na skrzypcach, o potańcówce u dziadków. Dla mnie jest to jedna z ulubionych części cyklu, właśnie za niezwykły klimat, atmosferę, pełne spokoju, rodzinnego ciepłe i miłości.
Jako drugi, w 1933, ukazał się „Mały farmer” (w Polsce, wydany między „Nad brzegami Srebrnego Jeziora” a „Długą zimą”), opowiadający o nieco ponad roku z życia Almanza Wildera, przyszłego męża Laury. Pojawiają się zupełnie nowi bohaterowie. Akcja rozgrywa się na terenie stanu Nowy Jork. Rodzina Wilderów jest znacznie zamożniejsza, niż Ingallsowie. Podobnie jednak, jak u nich, każdy ma swoje obowiązki. Dzieci wstają wcześnie; dziewczynki pomagają w domu, a chłopcy w gospodarstwie. Czasami są niegrzeczni, ale podobnie, jak Ingallsowie, bardzo się kochają i zawsze stają po swojej stronie. W książce utrzymany jest klimat pierwszego tomu.
jedno z nowszych wydań
Kolejne części - „Domek na prerii” (1935), „Nad Śliwkowym Strumieniem” (1937), „Nad brzegami Srebrnego Jeziora” (1939), „Długa zima” (1940), „Miasteczko na prerii” (1941) i „Szczęśliwe lata” (1943) – opowiadają już o życiu Laury, do którego w „Długiej zimie” wkracza młody Almanzo.
Z każdym kolejnym tomem widać, że autorka pamięta więcej faktów. Coraz dojrzalsza staje się i jej bohaterka. Mniej więcej od „Srebrnego Jeziora” przestaje być beztroską, figlarną małą dziewczynką. Staje się bardziej odpowiedzialna, świadoma trudów życia. W „Długiej zimie”, opowiadającej o bardzo srogiej zimie 1880/1881, razem z matką i ojcem niecierpliwie oczekuje na przyjazd do miasteczka pociągu z dostawami, martwi się o brak drwa na opał, a w jej życiu pojawia się i pierwsze zauroczenie. Uczucie rozwija się w „Miasteczku”, a kwitnie w „Szczęśliwych latach”, które kończą się ślubem Laury i Almanza.

 Na tym pierwotnie zakończyła się i seria pod wspólnym tytułem „Domek”. Jednak po śmierci autorki (w 1957 roku), wydano jej dziennik z podróży, którą odbyła jako młoda żona z Almanzem i córką Rose do Mansfield, w stanie Missouri. Utwór, zatytułowany „On the Way Home” (1962) nie został nigdy wydany w Polsce; stanowi szczegółowy opis drogi i towarzyszących jej perypetii (niekiedy bardzo poważnych, jak zagubienie pieniędzy, które były przeznaczone na zakup farmy).
Jakiś czas później, po śmierci Rose, wśród jej dokumentów znaleziono rękopis „Pierwszych czterech lat”; książki, którą Laura napisała prawdopodobnie z myślą o starszych czytelnikach, ale ostatecznie nie zdecydowała się wydać. Ukazała się ona drukiem w roku 1971. Opisuje pierwsze cztery lata małżeństwa Laury i Almanza. Ciężkie lata, spędzone na farmie, pełne przeciwności, walki z kolejnymi trudnościami, stawianymi przez los, ale i radości z narodzin pierwszego (i ostatecznie jedynego – drugie, zmarło) dziecka. Książka jest inna w odbiorze. Bardziej ponura, nie tak idylliczna, jak wcześniejsze. Inny jest też styl autorki. Być może powstawała już po śmierci męża, w czasie dla Laury trudnym, co wpłynęło na jej język. Drugi, bardziej prawdopodobny, powód jest jednak taki, że wcześniejsze utwory były przez Laurę mocniej dopracowane, poprawiane i przeredagowywane na sugestię zarówno wydawcy, jak i Rose, która sama miała wówczas już spore doświadczenie pisarskie. „Pierwszych czterech lat” nie miał już kto poprawić. Z szacunku dla Laury i jej dokonań, postanowiono niczego nie zmieniać i wydać książkę „w stanie surowym”.
W roku 1974, w zbiorze zatytułowanym „West from Home”, wydane zostały listy, które Laura pisała do domu, gdy w 1915 roku odwiedzała Rose w San Francisco. Ukazują one zupełnie nowy, dynamicznie rozwijający się świat i duże miasto (w odróżnieniu od sennych miasteczek na Zachodzie). Szczególnie ciekawe jest to, że przedstawiają one ten świat bezpośrednio z punktu widzenia samej Laury, dla której przecież była to nowość, pełna nowinek technicznych. Pomyślcie tylko, po latach spędzonych na podróżach krytym wozem, dożyła czasów, kiedy pociąg nie jest już niczym szczególnym, a za to pojawiają się samochody, samoloty, radio.
Jako ostatni, wiele lat później, bo dopiero w 2006, ukazał się dziennik Laury z podróży (samochodem !) do Dakoty, którą odbyła z mężem w 1931 roku i podczas której zaczęła zbierać materiały do książek. Jest to w zasadzie zbiór notatek i spostrzeżeń, jaki poczyniła. Pojawiają się informacje o pogodzie, cenach itp. Zatytułowane „The Road Back”, stanowią część zbioru „A Little House Traveler” (wraz z „On the Way Home” i „West from Home”). „The Road Back”, choć momentami odrobinę monotonne, jest cenną kroniką - opisem tamtego świata.

Na tym cykl „Domek” się kończy. Ja już ostrzę sobie zęby na „Pioneer Girl”. Od kilku lat mówi się o jej wydaniu i mam nadzieję, że wreszcie to dojdzie do skutku. Recenzje nigdy nie były moją ulubioną formą, ale liczę, że udało mi się zachęcić choć kilka osób do sięgnięcia po te niezwykłe, pełne ciepła powiastki, bo naprawdę warto. Szczególnie osoby, które lubią książki w stylu „Ani z Zielonego Wzgórza”, na pewno nie będą rozczarowane.

1. Mały domek w Wielkich Lasach (Little House in the Big Woods), Nasza Księgarnia 1990
2. Domek na prerii (Little House on the Prairie; w polskich wydaniach błędnie podane Little Hous and the Prairie), Agencja Kris 1992 i 1996
3. Nad Śliwkowym Strumieniem (On the Banks of Plum Creek), Agencja Kris 1993
4. Nad brzegami Srebrnego Jeziora (By the Shores of Silver Lake), Agencja Kris 1993
5. Mały farmer (Farmer Boy), Agencja Kris 1994
6. Długa zima (The Long Winter), Agencja Kris 1994
7. Miasteczko na prerii (Little Town on the Prairie), Agencja Kris 1994
8. Szczęśliwe lata (These Happy Golden Years), Agencja Kris 1995
9. Pierwsze cztery lata (The First Four Years), Agencja Kris 1995  
10. On the Way Home – nie wydane w Polsce  
11. West from Home – nie wydane w Polsce
12. The Road Back (A Little House Traveler) – nie wydane w Polsce
                             





wydanie z 1992 roku
wydanie z 1996 roku

sobota, 5 kwietnia 2014

Przypadki jejmościanki Małgorzaty (Małgosia kontra Małgosia - Ewa Nowacka)

Zaczytywałam się w dzieciństwie książkami z serii Klub Siedmiu Przygód, zaczytywałam się "Godziną pąsowej róży" Marii Kruger, więc nie mam pojęcia czemu nie natrafiłam nigdy na powieść Ewy Nowackiej. Wielka szkoda! Z pewnością stałaby się jedną z moich ulubieńszych. Cieszy mnie bardzo, że ta powieść jest wciąż wznawiana - ostatnio 3 lata temu, przez Naszą Księgarnię - a książka przecież nie taka młoda, bo w przyszłym roku skończy 40 lat.




Powieść oparta jest na znanym pomyśle przeniesienia bohaterki w czasie - w przeszłość, podobnie jak w - chyba bardziej znanej - "Godzinie pąsowej róży". O ile jednak Anda przeniosła się z lat 60. XX wieku na koniec wieku XIX, to Małgosię czekała dłuższa podróż - cofnęła się w czasie aż o 300 lat, do okresu panowania Jana III Sobieskiego. Różnic jest więcej. Anda wylądowałą w tej samej rodzinie, w której wychowywała się współcześnie - rodzice, siostra i brat - choć mieli oni mentalność XIX-wieczną i innej rzeczywistości nie pamiętali. W roli deux-ex-machina wystąpiła piękna ciotka Eleonora (naprawdę żyjąca w tamtych czasach, dla współczesnej Andy jakaś praprapraciotka). Tymczasem w życie Małgosi wtrąciła się siła nadprzyrodzona, by nie powiedzieć nieczysta, niejaki dytko. Podmienił on miejscami Małgosię z lat 70 XX wieku i Małgosię z lat 70 wieku XVII. W ten sposób współczesna Małgosia, dość rozpuszczona pannica z 8 klasy, mieszkająca z matką w małym mieszkanku, znalazła się nagle w dworku, niezbyt bogatym, gdzie większość prac spadała na barki zubożałych mieszkanek, czyli surowej matki, pobożnej ciotki Franciszki i dwóch Małgosinych sióstr, Klary i Dorotki. A przejrzawszy się w lustrze ujrzała nasza bohaterka obcą twarz, pulchną i z loczkami, wciśniętą w suknię z gorsetem i sztywną kryzą.

Szczęśliwie dytko zadbał o swą ofiarę, wyposażając ją w wiedzę (niezbyt niestety dokładną) o obowiązujących obyczajach i znajomość ówczesnej polszczyzny - były to w końcu czasy, w których dziwnie (dwudziestowiecznie) zachowująca się niewiasta miałaby szansę trafić na stos jako czarownica. Dość rogaty charakter Małgosi sprawił niestety, że tak czy inaczej udawało jej się wprawiać otoczenie w konsternację, a nawet trwogę, co kończyło się puszczaniem krwi i egzorcyzmowaniem biedaczki. Bałam się, że cała powieść będzie polegała na ładowaniu się bohaterki w tarapaty przez jej niedostosowanie - a to byłoby zbyt podbne do "Godziny pąsowej róży". Na szczęście, Małgosia w bólach, ale przystosowała się (choć tylko na zewnątrz) i spróbowała zapanować nad niewesołą sytuacją jejmościanki, w którą się wcieliła. Jak się okazało, jejmościance Małgorzacie dziadek zapisał w testamencie cały spadek (z pominięciem matki i starszych sióstr - co nie przysporzało jej zresztą sympatii tych ostatnich, siejących rutkę ze względu na brak posagu). Matka postanowiła wydać ją korzystnie za mąż, z nadzieją, że po ślubie i otrzymaniu spadku zadba o posagi sióstr. A kandydat do ręki trafił się akurat nadzwyczaj dobry, zamożny i na stanowisku. Spłoszona Małgosia tuż po przenosinach w wiek XVII, całkiem oszołomiona, ujrzała przed sobą swego rzekomego narzeczonego, w postaci staruszka z krzywą szyją... A tu tymczasem w sąsiedztwie mieszka uroczy Joachimek, u wuja we dworze hołubce wycina przystojny pan Władysław, a sam wuj niespecjalnie ma chęć rozstawać się z Małgosinym spadkiem, nad którym sprawuje pieczę. No i sytuację z siostrami trzeba jakoś naprostować... A pani matka ciężką rękę ma, i chłosty za przewiny mogą się trafić. Nie, moi drodzy, różowo nie jest.

Ech, dzieje się w tej książce, dzieje, nie sposób wszystkiego opowiedzieć, zresztą lepiej przeczytajcie sami. Podobały mi się bardzo przygody Małgosi, podobał mi się szalenie stylizowany język, opis ówczesnych obyczajów (choć nie należy traktować powieści jak podręcznika historii). Żeby nie było tak słodko - nie podobał mi się całkiem charakterek Małgosi. Anda to była sympatyczna wariatka, a ta... Powieść zaczyna się sceną, w której Małgosia (współcześnie) okłamuje matkę, w bardzo brzydki sposób, nie odczuwając przy tym niemal żadnych wyrzutów sumienia, a nawet pewną dumę, że tak jej się świetnie udało. Co za paskudna dziewczyna, szczerze ją znielubiłam, co najmniej na pół książki. Co najgorsze, gdyby doszukiwać się książce morału, okazałoby się, że jej bezczelny charakterek doczekał się nagrody i pochwał... Drugim zgrzytem dla mnie jest próba wytłumaczenia na koniec, czemu też Małgosia się w wieku XVII właściwie znalazła. Cóż, dla zjawisk nadprzyrodzonych wyjaśnień nie ma i lepiej było to pozostawić w ten sposób. Autorka jednak stara się wszystko logicznie uzasadnić, podczas gdy już samo istnienie dytka logice przeczy. Tak czy inaczej - z czystym sumieniem polecam.

środa, 24 lipca 2013

Jean Webster, Tajemniczy opiekun.

Nie pamiętam, abym w młodości swojej czytała Tajemniczego opiekuna autorstwa Jean Webster (1876 – 1916). Chyba zapamiętałabym – tak myślę, choć w natłoku przeczytanych książek to nic nigdy nie wiadomo - bowiem obecnie bardzo mi się książka podobała. W nastoletnich latach, chybaby szalała za nią. Niemniej, jeżeli nawet czytałam ją dopiero po raz pierwszy mogę napisać, że pokochałam styl, jaki zastosowała w powieści Jean Webster. Książka przybiera, bowiem formę epistolarną, składa się z licznych listów pisanych jednostronnie przez wychowankę Domu Wychowawczego imienia Johna Griera, Agatę Abbott, do nieznanego z imienia i nazwiska oraz wyglądu, Opiekuna. Listy pisane są w obrębie czterech lat. 

Wszystko zaczyna się w pewną środę, kiedy to raz w miesiącu Opiekunowie wspierający Dom Wychowawczy, jak co miesiąc robią swój rekonesans. Na zebraniu deliberują na temat już prawie dorosłej Agaty, a jeden z Opiekunów dostrzegając jej dar lekkiego wysławiania się poprzez pióro, decyduje się sfinansować jej kształcenie w college’u. Oczywiście stawia przy tym warunek swej anonimowości, co więcej życzy sobie otrzymywania comiesięcznych raportów w postaci listów kierowanych do jego sekretarza. Tak rozpoczyna się owa jednostronna korespondencja Agaty do Opiekuna, przy czym dziewczyna ma swoje wyobrażenie bogatego, życzliwego, pełnego ciepła i otoczonego rodziną staruszka. Jak można się domyśleć, jej imaginacja mało ma wspólnego z rzeczywistością. Z drugiej strony Aga pisze listy rozwlekłe na kilka stronic, opowiada o codziennych perypetiach w szkole i poza nią, swoich przyjaciołach, wakacjach, smutkach i radościach. Poza tym słodko zwraca się do nieznanego jej zupełnie pana.

Listy są napisane wspaniałym stylem z dawką pozytywnego humoru. Autorka świadomie poprzez listy ukazuje dojrzewanie Agaty. Na początku są to listy pisane przez nieco trzpiotowate dziewczę, nieobeznane ze światem. W miarę upływu lat, dziewczyna nabiera pewności siebie, zdobywa wiedzę i przede wszystkim staje się ładną kobietką. 

Powieść czyta się migiem, tekst urozmaicony jest rysunkami oczywiście wykonanymi przez Agatę. To świetna odskocznia od współczesnych powieści. To klasyka, która spodoba się na pewno dorastającym dziewczynkom, ale którą można z lubością i sentymentem przeczytać na nowo po latach. Mimo to, że napisana została ponad sto lat temu (wydana w 1912 roku), to padają w niej mądre słowa:

/…/ otóż ja zamierzam żyć intensywnie. Będę się cieszyła każdą chwilą i będę wiedziała, że się nią cieszę, ciesząc się nią. Większość ludzi nie żyje, tylko goni za czymś przez całe życie. Usiłują osiągnąć cel jakiś, daleko na widnokręgu, i w tej gorączce dążenia tak się zmęczą i zadyszą, że tracą poczucie otaczającego ich spokojnego piękna, obok którego przebiegają pędem.
Potem, kiedy ocknąwszy się odzyskują nareszcie trzeźwość sądu, pierwszą rzeczą, jaka ich uderza, jest poczucie, że zdążyli się zestarzeć, znużyć życiem i zobojętnieć już nawet na to, czy osiągnęli swój cel, czy nie. (s. 107)

Czyż nie można tych słów odnieść do naszych czasów?


Jean Webster, Tajemniczy opiekun, wydawnictwo Nasza Księgarnia, wydanie 1993, okładka miękka, stron 144. 

poniedziałek, 25 marca 2013

Rebeka ze Słonecznego Potoku - Kate Douglas Wiggin

Czy czytaliście kiedyś opowieść o sierocie, która trafia do swoich opiekunów nie do końca chciana (planowali opiekę nad kimś innym), zostaje z nimi, w kółko pakuje się w tarapaty,  nie jest pięknością, choć ma ogromnie wyraziste oczy, ale z piękniejszymi od siebie wygrywa inteligencją i wyobraźnią, a zwłaszcza ogromną elokwencją, zaprzyjaźnia się z dziewczynką z sąsiedztwa (jedna z nich ma włosy czarne, druga rude), uczy się, żeby zostać nauczycielką - początkowo w szkole przy domu, a potem w szkole bardziej oddalonej, a wtedy mieszka w wynajmowanym pokoju... Brzmi znajomo? A jednak to nie kanadyjska "Ania z Zielonego Wzgórza", ale amerykańska "Rebeka ze Słonecznego Potoku", która ukazała się w 1903 r. (a więc 5 lat przed słynna powieścią Montgomery) i natychmiast stała się sukcesem.



Jedenastoletnia Rebeka, wychowywana w niebogatym, ale pełnym dzieci domu  zyskuje swoją szansę, kiedy jej dwie ciotki - stare panny - decydują się zaopiekować jednym z licznych dzieci swej nieszczęsnej, owdowiałej i niezaradnej siostry. Zamierzają wyedukować dziecko, tak by w przyszłości mogło pomóc w utrzymaniu swej rodziny (zwłaszcza licznego rodzeństwa). Ich wybór pada na najstarszą, spokojną i rozsądną Hannah, jednak kiedy dziewczyna dociera do ich domu, okazuje się, że zamiast Hannah przysłana została druga z kolei Rebeka. Dziewczyna to żywe srebro, urocza i roztrzepana, ale pełna wyobraźni, lubi się uczyć, uwielbia czytać, pisze wiersze i przeżywa niezliczone przygody, które przyprawiają zwłaszcza jej starszą ciotkę Mirandę o palpitacje serca...

Podobieństwa miedzy Anią a Rebeką są tak wielkie, że nie sposób uwierzyć, by Montgomery nie inspirowała się (co najmniej) powieścią Wiggins. Szczegóły można znaleźć w interesującej rozprawie Mirror Images: Anne of Green Gables and Rebecca of Sunnybrook Farm (niestety tylko w języku angielskim), ale wystarczy przeczytać obie książki i podobieństw nie sposób nie dostrzec, zarówno w samych bohaterkach, ich wyglądzie, charakterach, przeszłości (Rebeka jest tylko półsierotą, ale tez przez całe dzieciństwo bawiła dzieci - swoje młodsze rodzeństwo), jak i przygodach. Nawet przyjaciółki bohaterek są niezwykle podobne - Diana niezwykle przypomina Emmę Jane. Uderzająca jest nawet pierwsza scena - zarówno Rebeka, jak i Ania są wiezione do nowych domów przez starszych panów, uroczych, ale małomównych i oszołomionych elokwencją pasażerek. Zresztą podobieństwa do "Rebeki" można dostrzec także w innych powieściach Montgomery, zwłaszcza o Emilce ze Srebrnego Nowiu, która trafia pod opiekę dwóch ciotek, starych panien, z których starsza jest poważna i surowa, a młodsza ciepła i słodka.

Obecnie "Rebeka ze Słonecznego Potoku" jest raczej zapomniana - w przeciwieństwie do wiecznie żywej Ani. Jednak w czasach kiedy "Ania" dopiero się ukazała, historia Rebeki święciła triumfy, a w recenzjach powieści Montgomery pojawiały się opinie, że jest to "kanadyjska Rebeka". Jeszcze przed "Anią z Zielonego Wzgórza", w 1907 r., ukazał się dalszy ciąg przygód Rebeki pt. "New Chronicles of Rebecca", w Polsce wydany pod tytułem "Rebeka z Riverboro". Przygody Rebeki zostały trzykrotnie sfilmowane - w 1917 r. z Mary Pickford w roli Rebeki, oraz w 1932 i 1938 r., choć ta ostatnia wersja z Shirley Temple w tytułowej roli ma niewiele wspólnego z powieściowym pierwowzorem.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Ania z Avonlea - L. M. Montgomery

Lucy Maud Montgomery, Ania z Avonlea, tłum. Rozalia Bernsteinowa, Nasza Księgarnia 1990.


Dopiero od niedawna zaczęłam kompletować tę serię, wcześniej miałam na własność tylko "Anię na uniwersytecie", a inne tomy wypożyczałam z biblioteki, no i mam poważne wątpliwości, że nie wszystkie czytałam. Jestem pewna tylko "Ani z Zielonego Wzgórza" (wszak to lektura szkolna!) oraz "Rilli ze Złotego Brzegu", (bo akurat pamiętam). Co do pozostałych, mogło się tak zdarzyć, że coś mnie ominęło, więc nie pozostaje nic innego jak sobie teraz wszystko uporządkować.
Brakuje mi jeszcze "Ani ze Złotego Brzegu" i "Doliny Tęczy". Przywiązana jestem do tej szaty graficznej, jaką prezentuje okładka obok. Co prawda pierwszy tom mam w innym, starszym wydaniu, ale jakoś to przeżyję ;-) Okazało się też, że mam skróconą wersję "Ani z Szumiących Topoli", a tytułowe topole to w oryginale wierzby.... O hecach związanych z tym tomem możecie przeczytać tutaj.
Cykl ma kilku tłumaczy - sprawdziłam to w swoich tomikach, są też inne wydania, a ostatnio pojawiły się nowe tłumaczenia. Niezbyt mam ochotę przekonywać się do nich, wolę pozostać przy wersjach może i staroświeckich, ale dobrze znanych.

"Anię z Avonlea" przeczytałam z przyjemnością i pewnym rozrzewnieniem, nie wszystko pamiętałam, a niektóre fragmenty zupełnie jakbym po raz pierwszy widziała. 
Panna Shirley objęła posadę nauczycielki w szkole w Avonlea, zamierzała czułością i dobrocią zdobyć serca małych uczniów, kategorycznie odrzucała stosowanie kar cielesnych, a krzewienie dobra i piękna uważała za nadrzędną ideę. Dzieci ją rzeczywiście uwielbiały, a nawet krnąbrny Antoś Pye przekonał się do niej po pewnym incydencie... Wśród szkolnej braci był także Jaś Irving, wyjątkowo wrażliwy chłopiec obdarzony bujną wyobraźnią i marzycielską naturą (rozmowy ze "Skalnym Ludkiem"). Nic więc dziwnego, że szybko okazał się pokrewną duszą Ani.
Na Zielonym Wzgórzu pojawili się nowi wychowankowie - pod skrzydła Maryli trafiły bliźnięta: Tola - uosobienie grzeczności i Tadzio - wcielenie psotnictwa. Ten mały urwis dostarczył pannie Cuthbert i Ani wielu wrażeń, ale widoczne postępy w zachowaniu dały im też powód do dumy. Nie był to bowiem zły chłopiec, tylko o wielu rzeczach nie miał  jeszcze pojęcia. Ogólnie zaś był rozbrajający.
Przyjaciele  (mi. Ania, Diana, Gilbert, Janka....) założyli Klub Miłośników Avonlea, którego cel  stanowiła działalność na rzecz upiększenia miejscowości. Miłośnicy, jak ich pokrótce nazywano, dążyli do wykarczowania chaszczy, posadzenia drzewek, założenia kwietników, w czym zaczęła ich wspomagać cała społeczność. Ich chlubą zaś miało być odmalowanie Domu Ludowego (tu się zastanawiam, co to było w oryginale, rodzaj świetlicy, domu kultury, ale Ludowy??Inwencja tłumaczki?) Ten wątek wydał mi się z jednej strony "pachnący" ideą ZMP z lat 50-tych, z drugiej zaś - bardzo na czasie - istnieje bowiem sporo stowarzyszeń aktywizujących społeczność (głównie tereny wiejskie) i rewitalizujących okolice.
Ania nie byłaby sobą, gdyby nie wpadała w jakieś tarapaty albo nie miała przygód. W tym tomie m.in.
- przekonała się, że nie należy zbyt pochopnie sprzedawać krów, a pozory mylą i okropny sąsiad (pan Harrison) może stać się fajnym znajomym;
 -ugrzęzła w dachu kurnika podczas wyprawy po granatowy półmisek, a przy tym nie straciła pogody ducha;
- przeżyła serię niefortunnych zdarzeń podczas przygotowań do proszonego obiadu na cześć pisarki p. Morgan;
- odkryła ogródek Helen Grey i poznała jej historię;
 - odwiedziła zjawiskową Chatkę Ech, w której nie mniej zjawiskowa Panna Lawenda urządzała przyjęcia dla wyimaginowanych gości;
 - doświadczyła burzy stulecia, którą niejako sama "przepowiedziała";
- w specyficznych okolicznościach rozstała się z preparatem do likwidowania piegów;
-  wydała za mąż wspomnianą Lawendę.
Nie obyło się bez majówek z przyjaciółkami, poetycznych westchnień i marzeń. W ogóle było bardzo idealistycznie, sentymentalnie i uroczo. Także zabawnie. 
Przyjaźń, dobro i piękno - wydają się być nadrzędnymi ideami "Ani z Avonlea". I marzenia, koniecznie marzenia, i romantyczne wizje.
Nierealistyczny to świat, ale miło było spędzić trochę czasu na Wyspie Księcia Edwarda.

środa, 29 sierpnia 2012

Tajemnica Gerty - Maria Susanna Cummins


Kiedy jako dziewczynka czytałam "Tajemnicę Gerty", nie miałam pojęcia o okolicznościach powstania książki. Historia wydawała mi się ciekawa, choć nieco sentymentalna i trochę "naciągana". Zgrabne zakończenie zbyt mocno bazowało na zbiegach okoliczności, jak na moje trzeźwe 10-letnie spojrzenie ;) Może inaczej bym je oceniała, gdybym wiedziała, że książka powstała w roku 1854, czyli ponad 150 lat temu! Przed "Małymi kobietkami" Alcott, przed "Heidi", przed powieściami Hodgson Burnett i L.M. Montgomery, czyli przed tymi wszystkimi książkami, które dziś uważamy za dziewczęcą klasykę.

Kiedy ukazała się "Tajemnica Gerty" (oryginalny tytuł to "The Lamplighter", czyli "Latarnik"), okazała się - mówiąc po dzisiejszemu - oszałamiającym bestsellerem. W ciągu 20 dni sprzedano 20 tys. egzemplarzy, w ciągu pierwszych 8 tygodni - 40 tysięcy, a przez pierwsze 5 miesięcy - 65 tysięcy.  Debiut 27-letniej Amerykanki - Marii S. Cummins - okazał się drugą najlepiej sprzedającą się książką po "Chacie wuja Toma". Powieść została natychmiast wydana poza Stanami Zjednoczonymi, w samej Wielkiej Brytanii sprzedano ponad 100 tys. egz. Przetłumaczono ją na inne języki, m.in. francuski, niemiecki, holenderski i polski. Wydanie polskie ukazało się już w 1860 r., pod tytułem "Latarnik z Bostonu".

Bohaterkę, Gertrudę Flint, poznajemy jako 8-letnią nieszczęśliwą dziewczynkę. Osierocona przez rodziców, wychowywana jest - a raczej trzymana z łaski - przez podłą babę, Nan Grant. Dziewczynka jest przyzwyczajona do głodu, zimna i bicia, ale pewne tragiczne wydarzenie przechyla szalę krzywd. Gerta decyduje się uciec, choć jej szanse przeżycia na ulicy są żadne. Na szczęście trafia pod opiekę samotnego staruszka, tytułowego "Latarnika". W ubogim, lecz ciepłym domu, życie małej powoli się odmienia. Dziewczyna poznaje dobrą i piękną jak anioł Emilię, niewidomą pannę z zamożnego domu, która roztacza nad Gertą opiekę.W przeszłości Gerty, tak jak i Emilii, kryje się jednak wiele tajemnic, które będą musiały wyjść na światło dzienne...

Maria S. Cummins, Tajemnica Gerty, Wyd. Novus Orbis 1993.

Informacje o okolicznościach wydania książki zaczerpnęłam z Wikipedii i Literary Encyklopedia.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Księżniczka Dżawacha - Lidia Czarska

Pozornie fabuła książki "Księżniczka Dżawacha" jest banalna. Dziewczynka osierocona przez ukochaną matkę. Dziki i niezależny charakter, z którym ojciec nie do końca potrafi sobie poradzić. Surowa babka, która domaga się utemperowania wnuczki i wysłania jej na pensję dla dobrze wychowanych panienek. Niechęć do potencjalnej macochy. I wreszcie dziki ptaszek zamknięty w klatce murów szkoły dla dziewcząt. Niby wszystko już było*, ale - ech, jak to zostało napisane!

Przede wszystkim bohaterka to nie byle kto, ale gruzińska księżniczka Nina Dżawacha-ogły-Dżamata i już samo to miano wystarczyłoby, żebym się zakochała w książce i bohaterce. Nina wychowuje się wśród dzikich krajobrazów, na swoim koniu Szalonym pędzi po górskich przełęczach i jest jak  nieokiełznany ptak. Ma jednak dobre serce, mężny charakter i kieruje się w życiu kodeksem honorowym. Podziwia wojowniczych górali i chce zostać prawdziwą dżygitką. Wolność jest dla niej jak powietrze. Jest ukochaną córką swego ojca, ale tragedie nie omijają gniazda rodu Dżawacha - kiedy Nina okazuje się ostatnią żyjącą młodą przedstawicielką rodu, babka stawia na swoim. 11-letnia Nina zostaje wysłana na petersburską pensję. Tam musi nie tylko nagiąć się do licznych ograniczeń, ale także nauczyć żyć wśród innych dziewczynek, dla których dumna tatarska księżniczka nie znaczy wiele.

Powieść podzielona jest na dwie części - pierwsza opowiada o życiu Niny w Gruzji, druga o pensji. Pierwsza jest wspaniałym obrazem mało nam znanej Gruzji w II połowie XIX wieku (punktem odniesienia w czasie może być powstanie imama Szamila, z którym walczył dziadek Niny i jego synowie) - czułe zwroty w tym języku brzmią jak muzyka, a krajobrazy przyprawiają o zawrót głowy. Druga część to już typowa powieść o pensji dla dziewcząt, ze wszystkimi małymi intrygami i psotami, ale i piękną przyjaźnią.

Powstał cały cykl o Ninie Dżawacha, niestety poza pierwszym tomem, dość łatwo dostępnym na allegro, reszta to niemal białe kruki. Nie jestem nawet pewna, czy wszystkie części przetłumaczono. Chociaż można potraktować pierwszy tom jako zamkniętą całość, ja jednak jestem bardzo ciekawa dalszych losów księżniczki i mam nadzieję zdobyć resztę. Ci, którzy znają rosyjski, nie będą mieli problemu - wszystkie tomy dostępne są online, np. tu. Trzeba uważać, bo "Księżniczkę Dżawacha" wydano w Polsce w 2000 r. pod zmienionym tytułem "Pożegnanie z dzieciństwem" - to jedna i ta sama książka.



"Księżniczka Dżawacha" była chyba największym "bestsellerem" Lidii Czarskiej, ale i poza nią była to pisarka bardzo płodna i poczytna. Stworzyła około 80 książek (w latach 1901-1916), których bohaterkami - w większości przypadków - były silne i mądre kobiety i dziewczęta. Od 1920 r. publikacja jej książek była w Związku Radzieckim zabroniona (choć czytano je potajemnie). Pisarka żyła w biedzie aż do śmierci w 1938 r. Dobiero pod koniec lat 80. przywrócono Czarską do łask i wznowiono część jej powieści.

Cykl o rodzie Dżawacha:
  1. Księżniczka Dżawacha / Pożegnanie z dzieciństwem (Княжна Джаваха, 1903)
  2. Wspomnienia pensjonarki / Pamiętnik pensjonarki (Записки институтки, 1901)
  3. Zosia Wisowska (Люда Влассовская, 1904) - podobno to tylko wybióczy przekład fragmentu powieści
  4. Druga Nina (Вторая Нина, 1907)
  5. Gniazdo rodu Dżawacha (Джаваховское гнездо, 1911)
  6. ??? (Дели-акыз, 1915)
  7. ??? (Вечера княжны Джавахи, 1916)
L. Czarska, Księżniczka Dżawacha,  Wyd. KS 1991
L. Czarska, Pożegnanie z dzieciństwem, Wyd. Ethos 2000

* Oczywiście - z punktu widzenia współczesnego czytelnika. Nie potrafię powiedzieć, do jakiego stopnia były to motywy wyeksploatowane w roku 1903, choć Czarska na pewno pierwsza nie była.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

W świecie dziewcząt - Elizabeth T. Meade

Elizabeth Thomasina Meade Smith, znana jako L.T. Meade, to irlandzka pisarka przełomu XIX i XX w., która ma na swoim koncie ponad 300 książek, z których około połowa przeznaczona była dla młodych czytelników. Do najsłynniejszych należała powieść pensjonarska "W świecie dziewcząt" z 1886 r., która szczęśliwie doczekała się przekładu na język polski*.

Hesia Thornton** została właśnie osierocona przez ukochaną matkę. Ojciec, który za bardzo nie umie poradzić sobie z wychowaniem córek, decyduje się oddać starszą do zakładu panny Willis, zwanego Jaśminówką. Niezależna dziewczynka jest zrozpaczona i spodziewa się wszystkiego co najgorsze. Musi porzucić dotychczasową swobodę i uwielbianą maleńką siostrzyczkę Misię***.

Szkoła dla dziewcząt okazuje się jednak nie tak przerażająca, jak sobie ją Hesia wyobrażała. Nawet żelazna dyscyplina nie jest trudna do zniesienia. Jest jednak jedna chmurka na firmamencie - nieznośna Andzia Forest, dziewczę urocze i uwielbiane przez całą szkołę, ale przy tym psocące co niemiara. Hesia uznaję Andzię za okropną dziewczynę, a trwając w tym uporze, szybko ją do siebie zraża. Wojna między uczennicami nabiera rozpędu i o mały włos nie doprowadza do prawdziwej tragedii.

Powieść jest urocza, lekka, trochę naiwna i stanowi miły obrazek obyczajowy swoich czasów i obyczajów. Poleciłabym ją dziewczynkom w wieku 8-12 lat - nadal ma szansę się podobać.


* Z tego co wiem, tylko cztery książki spotkał ten zaszczyt.
** W oryginale Hetty, skrót od Hester.
*** W oryginale Nan.


Elizabeth T. Meade, W świecie dziewcząt, Ethos 2000


niedziela, 17 czerwca 2012

Ania z lechickich pól (t. 2) - Maria Dunin-Kozicka

Drugi tom losów Ani (o pierwszym możecie poczytać TU) obejmuje czasy pierwszej wojny światowej i pierwsze lata niepodległej Polski. Mamy tu bardzo ciekawe (nawet jeśli nie nazbyt wnikliwe) obserwacje dotyczace polskiej arystokracji, zubożałej wskutek działań wojennych, nowych granic i rosyjskiej rewolucji, która musi odnaleźć się w odmienionej sytuacji.

Po raz kolejny spotkałam się z obrazem rewolucji na Ukrainie (pierwszy raz u Żurakowskiej), podczas której dawni poddani polskiego dziedzica rabują i palą jego majątek. Z ogromnym zainteresowaniem czytałam o Warszawie zatłoczonej zubożałymi imigrantami, odbudowie polskich dworków, o przyklasztornej pensji dla dziewcząt, sanatoriach dla gruźlików w Zakopanem i dansingach na Helu. Dla czytelników, których ciekawi dwudziestolecie międzywojenne, ta książka jest nieocenionym źródłem informacji na temat życia codziennego.

A tym, których ciekawią losy Ani, wspomnę, że bohaterka, która w poprzedniej części została wywieziona wraz z ochronką na Ukrainę, zostaje adoptowana przez bezdzietne małżeństwo, po wielu perypetiach wraca z nimi do Polski, uczy się we wspomnianej zakonnej szkole, a wreszcie odnajduje zaginioną prawdziwą rodzinę. To jednak nie koniec, bo dalsze dzieje już nastoletniej i bardzo samodzielnej Ani opowiada tom trzeci.

Jak i poprzednio, sporo tu mowy o Wartościach (wielka litera użyta celowo), a język jest bardzo archaiczny i może być uznany za ciężki w odbiorze, zwłaszcza przez współczesną młodzież (powieść raczej nie jest przeznaczona dla czytelnika młodszego). Mnie sie bardzo podobało, ale nie wróżę książce renesansu. Szkoda jednak by nasza polska Ania pozostała całkiem zapomniana.

Maria Dunin-Kozicka, Ania z lechickich pól, t. 2. Młodość. Warszawa : Centrum Informacyjno-Reklamowe CIR, 1990
lub
Maria Dunin-Kozicka, Ania z lechickich pól, t. 2. Młodość Ani. Warszawa: Wydawnictwo AiR, 1991

wtorek, 12 czerwca 2012

Ania z lechickich pól (t. 1) - Maria Dunin-Kozicka

Warszawa :
Centrum Informacyjno-Reklamowe CIR,
1990
Urocza staroświecka historia. Przy mojej ogromnej słabości do literatury młodzieżowej z okresu dwudziestolecia międzywojennego - kolejny powód do zachwytu.

Mała Ania urodziła się w szczęśliwej rodzinie - śliczna i dobra matka, mądry ojciec ("uczony"), troje starszego kochającego rodzeństwa i wspaniały dziadek. Jak to możliwe, że na koniec znalazła się samotna, opuszczona, w wojennej poniewierce?

W powieści mnóstwo jest uroczych obrazków z życia w polskim dworku i w warszawskiej kamienicy. Niestety dla bohaterów, w sielskie życie wkraczają nieszczęścia - parami, a nawet czwórkami. Śmierć, niemal bankructwo, zaślepienie uroczej, ale dość rozpieszczonej matki, wojna i zbieg pewnych niepomyślnych okoliczności pozbawią małą Anię domu. W momencie rozpoczęcia powieści dziewczynka ma 6 lat, pod koniec 9, ale to dopiero pierwszy tom. Kolejne opisują młodość i "miłość Ani". Bohaterka jest może nieco zbyt kryształowa - śliczna jak aniołek, dobra, mądra, choć poważna i zamknięta w sobie, co razi jej matkę. Dziecko wiele spraw przeżywa w środku, nie uzewnętrzniając uczuć, co matka nazywa "zacinaniem się". Choć nieco zbyt idealna, budzi sympatię czytelnika (w tej roli ja), który nie może już się doczekać złapania za kolejny tom.

Akcja rozgrywa się w latach 1913-1915 (pierwszy rozdział kilkanaście lat wcześniej, a więc u progu XX wieku). To czasy zaboru  i początki odzyskiwania niepodległości, nie dziwi więc całe mnóstwo patriotycznych i umoralniających haseł. Takie to były czasy (a może szkoda, że współczesne książki nie krzewią choć odrobiny tych wartości). Nieco tu romantycznie, nieco naiwnie, ale ja się zachwyciłam. Zainteresowanym tamtymi czasami, polecam. Dla współczesnego młodego czytelnika powieść może być trudna w odbiorze, ze względu na mocno archaiczny język, chociaż może dokonano jakichś korekt w drugim wydaniu - ja miałam pierwsze współczesne, z 1990 r., które było przedrukiem pierwowzoru z lat 1931-1932.

Wydawnictwo AiR, 1991
Maria Dunin-Kozicka, Ania z lechickich pól, t. 1. Dziecięctwo. Warszawa :
Centrum Informacyjno-Reklamowe CIR, 1990
lub
Maria Dunin-Kozicka, Ania z lechickich pól, t. 1. Dzieciństwo. Warszawa: Wydawnictwo AiR, 1991

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Kochana rodzinka i ja - Natalia Rolleczek

Natalia Rolleczek, Kochana rodzinka i ja, Nasza Księgarnia 1985.



Natalia Rolleczek pisała i o tym, jak to źle było w przedwojennych sierocińcach prowadzonych przez zakonnice (Drewniany różaniec), i o tym, jak ciekawa była epoka hellenistyczna (Trzy córki króla). Ale najlepiej jej wychodziły opowieści o rozterkach dziewcząt i chłopców (chyba jednak głównie dziewcząt). Na przykład o niejakiej Judycie Jelonek, rocznik 1941 (tak, tak), zwariowanej szesnastolatce. W Polsce trwa polityczna odwilż, a Judyta wikła się w coraz to nowe kłopoty. Jest to bowiem osóbka, która uważa się za nad wyraz dorosłą i uświadomioną, a w rzeczywistości jest nieco naiwna i jeszcze mocno dziecinna. Aczkolwiek sympatyczna. Wychowuje ją matka, wdowa po bohaterze spod Monte Cassino. Kult ojca pada cieniem na dzieciństwo Judyty i jej starszej siostry Pauli. Babka, rodzinny tyran, karmi dziewczęta patriotycznymi ideałami, przedstawiając poległego ojca jako wzór wszelkich cnót. Panienki jednak od nieznanego rodziciela wolą ciepłego, przyziemnego Juliana, przyjaciela rodziny, który jest zawsze pod ręką chętny do pomocy; a to przyniesie cytryny, a to pozwoli się wypłakać w kamizelkę. Sporadycznym i dalekim uczestnikiem życia rodzinnego jest tajemniczy stryj Karol z Londynu, przysyłający niekiedy paczkę z deficytowymi dobrami. Zasłyszany strzęp rozmowy między matką a babką, szybkie zerknięcie na pozostawiony na wierzchu list matki do jakiegoś mężczyzny sprawiają, że Judycie rusza wyobraźnia. Wymyśla piętrowe zawirowania miłosne, dochodząc do wniosku, że matka musiała wybierać między ojcem a stryjem Karolem, a wierny Julian od lat czekał na swoją szansę i wypalenie się dawnych uczuć. Ostatecznie Judycie udaje się tak zamotać we własnych domysłach i intrygach, że widzi przed sobą tylko jedno rozwiązanie problemów: ucieczkę z domu do możliwie odległego PGR-u, gdzie będzie mogła oddać się pracy u podstaw.
W tym momencie akcja przyspiesza, poznajemy z Judytą niezbyt ciekawe zakamarki Krakowa (sceny w nowohuckim barze mlecznym – mistrzostwo świata, niemal dorównują im wcześniejsze epizody malowania mieszkania sąsiadów przez awangardową młodzież artystyczną), całą galerię mniej lub bardziej sympatycznych typów i typków, a na końcu oczywiście główna bohaterka, pognębiona, pozna zaskakujące rozwiązanie kwestii, nad którymi daremnie łamała sobie głowę.
Przygody Judyty idealnie nadają się na odtrutkę po lekturach zbyt ciężkostrawnych. Doskonale poprawiają też nastrój w chwilach przesileń między porami roku, a przecież właśnie w taki okres przejściowy wchodzimy. Autorka ma dar opowiadania, zmysł obserwacji i poczucie humoru. Na dodatek, jeśli komuś się spodoba, będzie miał przed sobą kolejne dwie części, równie udane.

poniedziałek, 7 maja 2012

Szkoła narzeczonych - Maria Kruger


Kolejna książka z gatunku "powieści pensjonarskiej". Urocza ramotka.

Maria Anna Szelążkówna, inaczej Marianna, ma lat 15 i nie bardzo wie, jaką drogę zawodową wybrać po skończeniu podstawowej edukacji. W przeciwieństwie do utalentowanych kuzynek nie odczuwa powołania w żadnym konkretnym kierunku. Przypadkowo dowiaduje sie o trzyletniej szkole gospodarstwa w Jagodnem, zwanej "szkołą narzeczonych". Decyduje się więc rozpocząć w niej naukę gotowania, pieczenia, prania, prasowania, opiek nad dziećmi, a nawet oporządzania zwierząt domowych... W szkole zjawia się z fasonem, dzierżąc pod pachą cygańskie niemowlę, które jej podrzucono w pociągu... Typowa staroświecka opowieść o szkole z internatem, damskich przyjaźniach, przygodach, ploteczkach i miłostkach. Przyjemnie się czyta, choć historyjki są dość błahe i naiwne, a Marianna jest mało wyrazistą bohaterką - dziewczę bez wad, nauka przychodzi jej bez trudu i wszyscy ją uwielbiają. Miło było jednak na chwilę zanurzyć się w beztroskim świecie młodości.

Nie można jednak nie wspomnieć o bardzo ważnych okolicznościach powstania utworu. Maria Kruger napisała tę powieść (zresztą swoją pierwszą) w czasie drugiej wojny światowej. Dookoła śmierć i strach, a dziewczęta zamiast zastanawiać się, która się pierwsza zaręczy, myślały raczej o tym, która dożyje końca tej gehenny. Myślę, że to dlatego książka ma tak cukierkowo słodki ton. Jest wspomnieniem-marzeniem o czasach, które zostały brutalnie przerwane, o radosnej młodości, którą ówczesnemu pokoleniu odebrano, o świecie, który znikł i nigdy już miał nie powrócić.


A na deser przykład, jak można wyprodukować koszmarek okładkowy - co te majtki na pierwszym obrazku mają do treści książki, i kto zgadłby po okładce drugiej, że akcja rozgrywa się na początku XX wieku?


Maria Kruger, Szkoła narzeczonych, Gdańsk 1990

środa, 14 marca 2012

Złota Elżunia - Eugenia Marlitt

 

Wyjątkowo polska okładka mnie nie odrzuciła - miałam tę środkową - ładna reprodukcja, do tego pasująca do treści. Chociaż i tak stare niemieckie wydania robią większe wrażenie:


Eugenia Marlitt
Złota Elżunia
Goldelse, 1866
Wyd. Siedmioróg 1998


Złotowłosa Elżunia to szesnastolatka, bardzo utalentowana muzycznie, która wraz z rodzicami i młodszym braciszkiem Waciem przeprowadza się do starego zrujnowanego zamku, który jej matka otrzymała w spadku. Nowa siedziba, zagubiona w środku lasu, okazuje się równie romantyczna co przygody, które czekają Elżunię. Dziewczyna zaprzyjaźnia się z kaleką dziedziczką z pobliskiego dworu, ale zyskuje zaprzysięgłego wroga w jej kuzynce (i nie tylko w niej). Dziedzic, wielbiciel archeologii, który właśnie powraca do dworu wywiera na Elżuni mieszane wrażenie i nie wiadomo, czy to będzie przyjaźń, czy kochanie, czy może nic nie będzie. Jakby tego było mało, malownicze ruiny okazują się kryć rozwiązanie zagadki pochodzenia rodu Elżuni.

Bardzo sympatyczna książeczka i sympatyczna bohaterka, miło się czytało, chociaż gorący romans między "szesnastką" a mężczyzną prawie 40-letnim trochę mi zgrzytnął. Czasy się jednak troszkę zmieniły ;)
 

Stare niemieckie ilustracje do "Złotej Elżuni"


To co mnie natomiast zdumiało, to dziwnie propolskie hasła w tej książce. Dziwnie - bo pisarka była Niemką, we własnym kraju popularną. Tymczasem wszyscy pozytywni bohaterowie noszą polskie nazwiska i często pojawiają się uwagi dotyczące gnębienia i uciskania polskości przez Niemców. Panny grają Chopina, a śpiewają pieśni Moniuszki. Powieść wydano w 1998 r., ale na podstawie wydania z 1930 r. Mam poważne wątpliwości, co do wierności ówczesnego przekładu. Podejrzewam, że postąpiono z oryginałem dość swobodnie, dokonując luźniejszej adaptacji na grunt polski, od niedawna niepodległy, a Niemcom wrogi. Niestety nie znam języka niemieckiego, więc mierzyć z oryginałem  się nie będę, ale sprawdziłam, że nazwiska występują w nim niemieckie. Podejrzewam więc, że polskie pochodzenie bohaterów oraz jego konotacje zostały wyssane z palca tłumaczki. Szkoda jednak, że współczesnych wydań nie dokonuje się na podstawie oryginałów.

Z ciekawostek - bohaterka "Złotej Elżuni" pięknie grała na pianinie. Autorka także studiowała muzykę, ale straciła słuch i zajęła się literaturą. Z pożytkiem dla tej ostatniej.