Czytałam tę niedługą książeczkę, a oczy ze zdziwienia robiły mi się okrągłe jak pieniążki. Poglądy na wychowanie dzieci zmieniły się naprawdę drastycznie przez ostatnie półwiecze. Podobnie jak w znanej powieści "Oto jest Kasia" Miry Jaworczakowej, w "Listach" Marii Ewy Letki mowa o reakcji dziecka na narodziny młodszego rodzeństwa. I również podobnie - kwestia odpowiedzialności za zaistniały stan rzeczy postawiona jest na głowie. Ale po kolei...
Bohaterka ma 11 lat i na imię Hania. Mieszka u babci, chociaż ma rodziców, a niedługo będzie miała także braciszka lub siostrzyczkę. Nie jest tym zachwycona, wprost przeciwnie, czuje, że traci dotychczasową pozycję w rodzinie i nie może się z tym pogodzić. Nie przyznaje się przyjaciółce, że będzie miała rodzeństwo, a kiedy dzidziuś się rodzi, prosi babcię, żeby nikomu o tym nie mówiła. Zaczyna też pisać listy do dzieci, które podały swoje adresy w "Płomyczku", twierdząc w nich, że jest sierotą pod opieką krewnych, którzy chcą ją oddać do domu dziecka. Nie przypuszcza, że ktoś z odbiorców potraktuje jej słowa bardzo poważnie. W rezultacie uwikła się w sytuację nieprzyjemną i bardzo trudną do rozwiązania. Jak sądzę, miało to pokazywać, do czego prowadzi egoizm i kłamstwa. Tylko że...
Na podstawie zachowania rodziców i babci Hani można napisać poradnik pt. Jak nie postępować z dzieckiem, któremu ma się urodzić rodzeństwo.
1. Chcesz mieć rodzeństwo? Nie? Nieważne, przyzwyczaisz się.
2. Źle się czujesz? Nie denerwuj mamy, bo jest w ciąży i jeszcze jej zaszkodzi.
3. Nie mamy czasu i sił się tobą zajmować teraz, kiedy czekamy na maluszka, a nasze mieszkanie jest za małe. Odeślemy Cię do babci. Na rok. Pójdziesz tam do szkoły.
4. Nie rób takiej miny i nie marudź, że chcesz do domu, bo jeszcze babcia pomyśli, że ci u niej źle.
5. Twój tata marzył o chłopczyku, jak się miałaś urodzić. No, ale dziewczynkę też pokochał. Na szczęście teraz urodził mu się wreszcie syn!
6. Twoje meble i inne rzeczy wynieśliśmy do piwnicy, nic ci nie mówiąc, żeby zrobić miejsce dla twojego braciszka.
5. Wszyscy uważamy, że jesteś okropnym, złośliwym dzieckiem, prawdziwą małą egoistką...
Nikt z Hanią nie rozmawia, wiele tu zdań w stylu: "Mama (...) chciała ze mną porozmawiać, zaczynała kilka razy, ale nie umiała mówić, a ja nie umiałam słuchać" (s.47). Warto przeczytać tę powiastkę - jako antyprzykład, jak nie postępować z dziećmi i jako przypomnienie, że rozmowa to podstawa komunikacji. A dziecku, które przeczyta historyjkę o Hani warto wytłumaczyć różnicę między egoizmem a zagubieniem.
Maria Ewa Letki, Listy, KAW, Warszawa 1978, ss.64.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Letki Maria Ewa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Letki Maria Ewa. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 sierpnia 2014
niedziela, 1 kwietnia 2012
Dama Kier
Autor: Maria Ewa Letki
Tytuł: "Dama Kier"
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena:
Kto teraz chce zakładać rodziny wielodzietne? Kto ma na to czas, pieniądze? Jak wielu ludzi uważa, że dużo dzieci to dużo kłopotów i nic więcej? Ale, ale! Przecież są domy, w których dziecięcy śmiech i gwar prawie nigdy nie ustaje, a domownicy są o wiele weselsi od tych, którzy nie posiadają tego błogosławieństwa i nie mają gromadki maluchów! Chcecie poznać taki dom? Zapraszam do rodziny Pierkowsko-Sowińskiej!
Maria Ewa Letki jest autorką bajek, baśni i realistycznej prozy i opowiadań dla starszych i młodszych dzieci. Otrzymała wiele nagród literackich, także we Francji. W grudniu 2009 Maria Ewa Letki została uhonorowana medalem Polskiej Sekcji IBBY za całokształt twórczości.
Pukamy do drzwi, a już od progu wita nas szczekanie przedziwnej suczki – Mniamni, która oprócz odgłosów wydawanych przez normalnego psa, potrafi powiedzieć ‘mniam’ gdy coś jej smakuje. Drzwi otwiera nam babcia Pieczarkowska, a za nią stoi mała Kasia, która uśmiecha się łobuzersko. Już za chwilę zbiera się cała rodzina – mama Sowińska, z łyżką w dłoni, bo właśnie gotowała obiad, dziadek Pieczarkowski, Marysia – czternastolatka z jasną cerą, długą szyją i jasnymi włosami, zwana żartobliwie Białą Gęsią, tato Sowiński, a za chwile przydrepcze mały Tomek, trochę naburmuszony, ale jego siostry zaraz przywrócą mu uśmiech na twarz.
Poznaliśmy bohaterów, teraz możemy usiąść do stołu. Jest jeszcze ranek, dzieci przekrzykują się i śmieją. Opowiadają babci swoje sny, a ona tłumaczy im je. Babcia jest w tym świetna, ale nie tylko – potrafi jeszcze postawić kabałę, przepowiedzieć przyszłość i wywróżyć z tarota. Ostatnio dziwnym trafem, wszystkim członkom rodziny karty przepowiedziały, że przyjdzie do ich domu jakaś Dama Kier, czyli uboga kobieta. Już wkrótce puka do ich drzwi pani Krysia – nikt wcześniej jej nie znał i nikt o niej wcześniej nie słyszał. Ale czy to jest właśnie ta wywróżona pani? I jak zmieni się życie rodziny Pieczarkowsko-Sowińskich po jej przybyciu?
Rodzina – jest najważniejsza w życiu każdego człowieka. Ludzie, którzy nie mają domu rodzinnego, pełnego ciepła i miłości o wiele różnią się od tych szczęśliwców, którzy swój czas spędzają z ogromną rodzinką. I choć może czasami wydaje się, że nas przytłacza i choć każdy przecież żyje swoim życiem, to każdy w końcu zatęskni za beztroskim czasem spędzonym z najbliższymi, kiedy smutki i troski idą w niepamięć. O prawdziwej wielodzietnej rodzinie opowiada książka „Dama Kier” autorstwa Marii Ewy Letki.
Może się Wam zdawać, że ta książka nakłania do wiary w karty i w sny, ale nic bardziej mylnego, autorka wyśmiewa się z tego i pokazuje, że nie zawsze warto wierzyć w to co powie nam wróżka. Pokazuje, że najważniejsze jest to kim jesteśmy i że powinniśmy cieszyć się z każdego dnia, bo każdy dzień jest wyjątkowy i jedyny.
W książce jest mnóstwo humoru. Często śmiałam się na cały głos, ponieważ wiele sytuacji jest zabawnych i okropnie śmiesznych. Książka pani Marii napawa nadzieją, że wszystko będzie dobrze i że każdy miewa gorsze dni. Jest w niej dużo ciepła i miłości, która wręcz emanuje od niej na odległość. Autorka ma ciekawy, bardzo lekki styl pisania, a także pomysł na powieść jest bardzo niebanalny i interesujący. Książkę czyta się bardzo szybko, ponieważ liczy sobie tylko niecałe dwieście stron, a litery są dość duże. Jedyny minus jest taki, że „Dama Kier” nie posiada rozdziałów. To strasznie denerwujące, bo nie ma takiej przedziałki między wydarzeniami, nie ma tego uczucia, że czytam do skończenia tego rozdziału.
Maria Ewa Letki wykonała dobrą robotę. Jej powieść „Dama Kier” jest godna polecenia nie tylko dla tych młodszych czytelników, którym na pewno przypadnie do gustu, ale także tym starszym, bo styl pisania wcale nie jest dziecięcy. Warto ją poznać, żeby przypomnieć sobie wartości wpajane nam przez rodziców w dzieciństwie – że nie warto przejmować się smutkami i że bycie uczciwym, miłym i lojalnym opłaca się. Polecam ją wszystkim, którzy mają ochotę na coś lekkiego, bo książka nie jest literaturą ambitną, lecz bardzo lekką, idealną na niedzielne popołudnie ;)
5/6
7,5/10
Maria Ewa Letki jest autorką bajek, baśni i realistycznej prozy i opowiadań dla starszych i młodszych dzieci. Otrzymała wiele nagród literackich, także we Francji. W grudniu 2009 Maria Ewa Letki została uhonorowana medalem Polskiej Sekcji IBBY za całokształt twórczości.
Pukamy do drzwi, a już od progu wita nas szczekanie przedziwnej suczki – Mniamni, która oprócz odgłosów wydawanych przez normalnego psa, potrafi powiedzieć ‘mniam’ gdy coś jej smakuje. Drzwi otwiera nam babcia Pieczarkowska, a za nią stoi mała Kasia, która uśmiecha się łobuzersko. Już za chwilę zbiera się cała rodzina – mama Sowińska, z łyżką w dłoni, bo właśnie gotowała obiad, dziadek Pieczarkowski, Marysia – czternastolatka z jasną cerą, długą szyją i jasnymi włosami, zwana żartobliwie Białą Gęsią, tato Sowiński, a za chwile przydrepcze mały Tomek, trochę naburmuszony, ale jego siostry zaraz przywrócą mu uśmiech na twarz.
Poznaliśmy bohaterów, teraz możemy usiąść do stołu. Jest jeszcze ranek, dzieci przekrzykują się i śmieją. Opowiadają babci swoje sny, a ona tłumaczy im je. Babcia jest w tym świetna, ale nie tylko – potrafi jeszcze postawić kabałę, przepowiedzieć przyszłość i wywróżyć z tarota. Ostatnio dziwnym trafem, wszystkim członkom rodziny karty przepowiedziały, że przyjdzie do ich domu jakaś Dama Kier, czyli uboga kobieta. Już wkrótce puka do ich drzwi pani Krysia – nikt wcześniej jej nie znał i nikt o niej wcześniej nie słyszał. Ale czy to jest właśnie ta wywróżona pani? I jak zmieni się życie rodziny Pieczarkowsko-Sowińskich po jej przybyciu?
Rodzina – jest najważniejsza w życiu każdego człowieka. Ludzie, którzy nie mają domu rodzinnego, pełnego ciepła i miłości o wiele różnią się od tych szczęśliwców, którzy swój czas spędzają z ogromną rodzinką. I choć może czasami wydaje się, że nas przytłacza i choć każdy przecież żyje swoim życiem, to każdy w końcu zatęskni za beztroskim czasem spędzonym z najbliższymi, kiedy smutki i troski idą w niepamięć. O prawdziwej wielodzietnej rodzinie opowiada książka „Dama Kier” autorstwa Marii Ewy Letki.
Może się Wam zdawać, że ta książka nakłania do wiary w karty i w sny, ale nic bardziej mylnego, autorka wyśmiewa się z tego i pokazuje, że nie zawsze warto wierzyć w to co powie nam wróżka. Pokazuje, że najważniejsze jest to kim jesteśmy i że powinniśmy cieszyć się z każdego dnia, bo każdy dzień jest wyjątkowy i jedyny.
W książce jest mnóstwo humoru. Często śmiałam się na cały głos, ponieważ wiele sytuacji jest zabawnych i okropnie śmiesznych. Książka pani Marii napawa nadzieją, że wszystko będzie dobrze i że każdy miewa gorsze dni. Jest w niej dużo ciepła i miłości, która wręcz emanuje od niej na odległość. Autorka ma ciekawy, bardzo lekki styl pisania, a także pomysł na powieść jest bardzo niebanalny i interesujący. Książkę czyta się bardzo szybko, ponieważ liczy sobie tylko niecałe dwieście stron, a litery są dość duże. Jedyny minus jest taki, że „Dama Kier” nie posiada rozdziałów. To strasznie denerwujące, bo nie ma takiej przedziałki między wydarzeniami, nie ma tego uczucia, że czytam do skończenia tego rozdziału.
Maria Ewa Letki wykonała dobrą robotę. Jej powieść „Dama Kier” jest godna polecenia nie tylko dla tych młodszych czytelników, którym na pewno przypadnie do gustu, ale także tym starszym, bo styl pisania wcale nie jest dziecięcy. Warto ją poznać, żeby przypomnieć sobie wartości wpajane nam przez rodziców w dzieciństwie – że nie warto przejmować się smutkami i że bycie uczciwym, miłym i lojalnym opłaca się. Polecam ją wszystkim, którzy mają ochotę na coś lekkiego, bo książka nie jest literaturą ambitną, lecz bardzo lekką, idealną na niedzielne popołudnie ;)
5/6
7,5/10
Recenzja również na moim blogu papierowyazyl.blogspot.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)
