 |
| M. Kruger, Karolcia, Wyd. Siedmioróg 1995, s. 134. | |
|
Wiele osób wymienia "Karolcię" jako jedną z najulubieńszych książek dzieciństwa. Jej obecność w kanonie lektur szkolnych dla najmłodszych sprawia, że nie sposób nie znać tej opowieści o błękitnym koraliku. Któż z nas nie chciał mieć takiego talizmanu! Kto nie marzył o tym, by być niewidzialnym, by latać czy rozmawiać ze zwierzętami! Czytając "Karolcię" można tego było doświadczyć choć w wyobraźni. Maria Krüger, znana autorka literatury dziecięcej, napisała tę powieść w 1959 roku, a więc już od ponad pół wieku kolejne pokolenia czytają o perypetiach sympatycznej dziewczynki.
Karolcia ma osiem ( no, prawie dziewięć) lat, wraz z rodzicami i ciotką Agatą przeprowadza się do nowego mieszkania przy ulicy Kwiatowej. W szparze podłogi starego lokum znajduje śliczny błękitny koralik. Szybko okazuje się, że ma on magiczną moc- spełnia życzenia. Dziewczynka dzieli się swoją tajemnicą z kolegą Piotrem, razem przeżywają niesamowite przygody. Muszą być czujni, by talizman nie wpadł w ręce złej czarownicy Filomeny, która przybiera ciągle nowe twarze. Przed nimi także pewna misja - ocalić ogród - miejsce zabaw okolicznej dzieciarni. Czy im się to uda i co się stanie z kamyczkiem - trzeba przeczytać!
W opowieści pojawiają się latająca taksówka, domek Baby- Jagi. Indianie oraz zaczarowane kamienne lwy, zwariowane hece dzieją się w domu towarowym i w zoo. Jest także codzienne życie, w którym trzeba rano jeść owsiankę i szybko wracać z podwórka do domu na obiad, żeby mama się nie martwiła. Wśród bohaterów są zarówno dzieci - koleżanki i koledzy głównej dwójki - jak i dorośli, np. wspomniana ciocia, rodzice, czy sam prezydent miasta, ale również czarownica. Zwyczajność została okraszona magią i baśniowością. Całość jest opowiedziana prostym językiem, zrozumiale dla kilkulatka.
Dla młodego czytelnika najważniejsze i najbardziej przemawiające są przygody, humor, fantastyka. To wszystko jest w "Karolci", ale i nie obędzie się bez nutki nienachalnego dydaktyzmu. Autorka nie prawi morałów, a pozytywne wartości ukazuje poprzez zachowanie, decyzje i czyny bohaterów. Karolcia i Piotr mają możliwość spełnić swe marzenia, na wyciągnięcie ręki mogą mieć najwspanialsze zabawki. Czy jednak piękna lalka warta jest ubytku mocy niebieskiego koralika? Dzieci dokonują wyboru i postanawiają uczynić coś dla innych, dla wspólnego dobra, zależy im na tym, aby wszyscy mieszkańcy ulicy Kwiatowej byli szczęśliwi.
Przyjemnie czyta się "Karolcię", także po latach. Nie ma w niej natłoku szczegółów z minionej epoki, który sprawiałby, że tekst "trąci myszką" i wymaga przypisów dla współczesnych najmłodszych odbiorców. Chociaż kilka "reliktów" można by znaleźć np. popołudniowe wydania gazet - dziś wszystkie bieżące wiadomości bohaterowie znajdowaliby na lokalnym portalu, domy towarowe - dziś mowa byłaby o hipermarketach. Uśmiech, w sensie pozytywnym, budzą marzenia dzieci - skakanka, wrotki, spotkanie z Indianami. Dziś byłyby to smartfony, kinekboxy i bógwico. [W ogóle idea ogrodu-parku, gdzie wszyscy się bawią na karuzeli, huśtawkach, zjeżdżalni i kołobiegu (!)*, wydaje się dziś ciut archaiczna. Nie byłoby sprzeciwu, gdyby zrównano plac z ziemią i postawiono McDonalds'a.]
Ach, gdzież są niegdysiejsze śniegi....Gdzie te szczere, wrażliwe, dobroduszne i grzeczne dzieciaki... Kto wie, jaki użytek z magicznego błękitnego koralika uczyniłyby w naszych czasach współczesne latorośle...
Spod pióra M. Kruger wyszła także druga część przygód Karolci - "Witaj, Karolciu"(1970), a Krzysztof Zięcik napisał kolejną - "Karolcia na wakacjach" (2009). Osobiście nie czytałam żadnej z nich. Wolę pozostać w sentymentalnym świecie pierwszej opowieści. Egzemplarz, który czytałam niegdyś, pochodził ze szkolnej biblioteki, był obłożony w szary papier, więc nie pamiętam okładki, ale kojarzy mi się mniejszy format, a co za tym idzie większa objętość książeczki.
(*Ten sam sprzęt z zabaw dziecięcych wspominała M. Kuncewiczowa w "Fantomach")