sobota, 12 maja 2012

Karolcia - Maria Krüger

M. Kruger, Karolcia, Wyd. Siedmioróg 1995, s. 134.
 
Wiele osób wymienia "Karolcię" jako jedną z najulubieńszych książek dzieciństwa. Jej obecność w kanonie lektur szkolnych dla najmłodszych sprawia, że nie sposób nie znać tej opowieści o błękitnym koraliku. Któż z nas nie chciał mieć takiego talizmanu! Kto nie marzył o tym, by być niewidzialnym, by latać czy rozmawiać ze zwierzętami! Czytając "Karolcię" można tego było doświadczyć choć w wyobraźni. Maria Krüger, znana autorka literatury dziecięcej, napisała tę powieść w 1959 roku, a więc już od ponad pół wieku kolejne pokolenia czytają o perypetiach sympatycznej dziewczynki.

Karolcia ma osiem ( no, prawie dziewięć) lat, wraz z rodzicami i ciotką Agatą przeprowadza się do nowego mieszkania przy ulicy Kwiatowej. W szparze podłogi starego lokum znajduje śliczny błękitny koralik. Szybko okazuje się, że ma on magiczną moc- spełnia życzenia. Dziewczynka dzieli się swoją tajemnicą z kolegą Piotrem, razem przeżywają niesamowite przygody. Muszą być czujni, by talizman nie wpadł w  ręce złej czarownicy Filomeny, która przybiera ciągle nowe twarze. Przed nimi także pewna misja - ocalić ogród - miejsce zabaw okolicznej dzieciarni. Czy im się to uda i co się stanie z kamyczkiem - trzeba przeczytać!

W opowieści pojawiają się latająca taksówka, domek Baby- Jagi. Indianie oraz zaczarowane kamienne lwy, zwariowane hece dzieją się w domu towarowym i w zoo. Jest także codzienne życie, w którym trzeba rano jeść owsiankę i szybko wracać z podwórka do domu na obiad, żeby mama się nie martwiła. Wśród bohaterów są zarówno dzieci - koleżanki i koledzy głównej dwójki - jak i dorośli, np. wspomniana ciocia,  rodzice, czy sam prezydent miasta, ale również czarownica. Zwyczajność została okraszona magią i baśniowością. Całość jest opowiedziana prostym językiem, zrozumiale dla kilkulatka.

Dla młodego czytelnika najważniejsze i najbardziej przemawiające są przygody, humor, fantastyka. To wszystko jest w "Karolci", ale i nie obędzie się bez nutki nienachalnego dydaktyzmu. Autorka nie prawi morałów, a pozytywne wartości ukazuje poprzez zachowanie, decyzje i czyny bohaterów. Karolcia i Piotr mają możliwość spełnić swe marzenia, na wyciągnięcie ręki mogą mieć najwspanialsze zabawki. Czy jednak piękna lalka warta jest ubytku mocy niebieskiego koralika? Dzieci dokonują wyboru i postanawiają uczynić coś dla innych, dla wspólnego dobra, zależy im na tym, aby wszyscy mieszkańcy ulicy Kwiatowej byli szczęśliwi.

Przyjemnie czyta się "Karolcię", także po latach. Nie ma w niej natłoku szczegółów z minionej epoki, który sprawiałby, że tekst "trąci myszką" i wymaga przypisów dla współczesnych najmłodszych odbiorców. Chociaż kilka "reliktów" można by znaleźć np. popołudniowe wydania gazet - dziś wszystkie bieżące wiadomości bohaterowie znajdowaliby na lokalnym portalu, domy towarowe  - dziś mowa byłaby o hipermarketach. Uśmiech, w sensie pozytywnym, budzą marzenia dzieci - skakanka, wrotki, spotkanie z Indianami. Dziś byłyby to smartfony, kinekboxy i bógwico. [W ogóle idea ogrodu-parku, gdzie wszyscy się bawią na karuzeli, huśtawkach, zjeżdżalni i kołobiegu (!)*, wydaje się dziś ciut archaiczna. Nie byłoby sprzeciwu, gdyby zrównano plac z ziemią i postawiono McDonalds'a.] 
Ach, gdzież są niegdysiejsze śniegi....Gdzie te szczere, wrażliwe, dobroduszne i grzeczne dzieciaki... Kto wie, jaki użytek z magicznego błękitnego koralika uczyniłyby w naszych czasach współczesne latorośle...

Spod pióra M. Kruger wyszła także druga część przygód Karolci - "Witaj, Karolciu"(1970), a Krzysztof Zięcik napisał kolejną - "Karolcia na wakacjach" (2009). Osobiście nie czytałam żadnej z nich. Wolę pozostać w sentymentalnym świecie pierwszej opowieści. Egzemplarz, który czytałam niegdyś, pochodził ze szkolnej biblioteki, był obłożony w szary papier, więc nie pamiętam okładki, ale kojarzy mi się mniejszy format, a co za tym idzie większa objętość książeczki.

(*Ten sam sprzęt z zabaw dziecięcych wspominała M. Kuncewiczowa w "Fantomach")

6 komentarzy:

  1. Na "dzieło" pana Zięcika należy spuścić zasłonę miłosierdzia i omijać szerokim kołem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie ciekawe, dlaczego p. Zięcik napisał dalszą część, dlaczego "podpiął się" pod Karolcię zamiast wymyślić własnych bohaterów, no i w ogóle jak ma się to "dzieło" do pierwowzoru i co tym razem magicznego znalazła dziewczynka (bo w "Witak Karolciu" była to niebieska kredka.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  2. Pamiętam, że kiedy byłam w pierwszej klasie podstawówki musiałam często po lekcjach przesiadywać na świetlicy. Zazwyczaj chodziłam wtedy do szkolnej biblioteki i wypożyczałam książki, żeby czas szybciej minął. Pewnego dnia wypożyczyłam właśnie "Karolcię". Czytałam i czytałam, aż skończyłam i pobiegłam do biblioteki oddać książkę. Pani bibliotekarka rozzłościła się na mnie, bo nie uwierzyła, że tak szybko skończyłam czytać. Nie macie pojęcia jaką miałam satysfakcję, kiedy ze szczegółami opowiedziałam jej całą treść. Do dziś mam do tej książeczki sentyment:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, książka dzieciństwa, nawet i to wydanie kojarzę po okładce :) Obowiązkowa lektura mojej przyszłej córki :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, te sentymenty... "Karolcia" stała się żelazną klasyką - w dobrym tego określenia znaczeniu.

    OdpowiedzUsuń