Pokazywanie postów oznaczonych etykietą l'Engle Madeleine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą l'Engle Madeleine. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 czerwca 2012

Księżyc w pełni - Madeleine L'Engle

"Księżyc w pełni" to drugi tom z cyklu Madeleine l'Engle o Rodzinie Austinów (pierwszy opisywałam TU).

Główna bohaterka to nadal Vicky Austin, tym razem już czternastoletnia. W życiu jej rodziny pojawiają się kolejne wielkie zmiany. W pierwszym tomie w domu Austinów pojawiła się nieznośna Maggy, 10-letnia osierocona dziewczynka, przewracając życie rodziny do góry nogami. Teraz Maggy z tego życia znika - wraca pod opiekę ciotki Eleny, swej prawnej opiekunki, która na początku książki szczęśliwie poślubia wujka Douglasa. Austinowie natomiast planują opuszczenie swojego uroczego wiejskiego domu i przeprowadzkę do Nowego Jorku, ale zanim to nastąpi postanawiają wybrać się na wielką wakacyjną wyprawę.

Vicky tymczasem wchodzi w tzw. "trudny wiek", robi się całkiem irytująca dla najbliższych, a co gorsza - nie potrafi zrozumieć sama siebie. Dociera do niej coraz więcej, zaczyna widzieć niesprawiedliwości świata, pojawiają się pierwsze próby buntu przeciwko rodzinie, a nawet Bogu (Austinowie są wierzący, a dziadek jest pastorem). Wielka wyprawa okaże się ogromną próbą dla kształtującego się właśnie charakteru dziewczynki.

W porównaniu z tomem pierwszym, "Księżyc..." porusza więcej poważnych, "dorosłych" spraw. Jak to możliwe, że życie jest niesprawiedliwe? Dlaczego Bóg nie ingeruje, kiedy na ziemi dzieją się straszne rzeczy? Dlaczego umarła Anna Frank, czemu zginęli mieszkańcy miasteczka Frank (nomen omen), na których w nocy zwaliła się góra, pod którą mieszkali. Czy można być szczęśliwym w świecie, w którym w każdej chwili może nam się przytrafić coś strasznego? Akcja książki rozgrywa się w nie-tak-słodkich latach 60. XX w. Trwa zimna wojna, w Ameryce poczucie zagrożenia jest wszechobecne:

"- Czy państwa dzieci nie ćwiczą w szkole próbnych ataków bombowych? - spytał mój brat. (...)
- Te małe basałyki? Boże, nie! Po co mielibyśmy je tak męczyć?
- Nasze dzieci maja takie ćwiczenia - rzekła mama dość gorzko. - Uczą się wczołgiwać pod ławki. A w Nowym Jorku, gdzie będziemy mieszkać, codziennie w południe włącza się przeraźliwa syrena. Za każdym razem, gdy radio nadaje wiadomości, ludzie przeżywają katusze z niepokoju!" (s. 212)

"- ... kalifornijskie stacje ciągle nadają o czekającym nas fatum. (...) "Miej zawsze pełny bak - wróg może zaatakować w każdej chwili". Pieska ich niebieska - dokąd mielibyśmy wtedy uciec?! "Nie zapominaj o uzupełnianiu wody w kanistrach. Stale miej pod ręką dwutygodniowy zapas konserw". Tylko że nikomu nie chce się wspomnieć o tym, że jeśli ktoś będzie na tyle szalony, żeby rozpocząć wojnę nuklearną, wszystko rozleci się na kawałki i dwutygodniowy zapas peklowanej wołowiny nie uratuje niczyjego życia!" (s. 195)

Na szczęście powieść nie tyle straszy, co próbuje dać odpowiedzi, jak w żyć w tym szalonym, niepewnym świecie. A poza tym funduje czytelnikowi wspaniałą podróż przez stany Ameryki, zahaczając o kawałek Meksyku i Kanadę. Nie trzeba nikogo przekonywać, że Ameryka to fascynujący kontynent, nieprawdopodobnie zróżnicowany geograficznie, więc taka podróż - choćby na papierze - jest warta odbycia. No i mamy wtedy małą szansę, że głodny niedźwiedź postanowi pobuszować po naszym namiocie ;)


Madeleine l'Engle, Księżyc w pełni (The Moon by Night), Media Rodzina 1999

środa, 25 kwietnia 2012

Rodzina Austinów - Madeleine l'Engle

Ilustracja autorstwa Taeeun Yoo do "Rodziny Austinów"
Madeleine l'Engle nie jest chyba w Polsce zbyt znaną pisarka - a szkoda. Część jej licznego dorobku została przetłumaczona - niestety niewielka. Z cyklu o rodzinie Austinów, który liczy 8 części, przetłumaczono 4 (jeśli się mylę, proszę o sprostowanie). Cykl powstawał przez 30 lat - pierwsze 3 książki w latach 60., kolejne 3 w latach 80. i ostatnie 2 w latach 90. Do tej pory miałam okazję przeczytać jedynie część pierwszą "Rodzina Austinów" (Meet the Austins), ale nie tracę nadziei na więcej.

"Rodzina Austinów" to urocza ciepła książka, choć zaczyna się nietypowo, bo od tragedii. Przyjaciel rodziny, z zawodu pilot doświadczalny, ginie w katastrofie lotniczej. Drugi pilot, także ofiara tej katastrofy, osieraca mała córeczkę - Maggy - która wkrótce trafia pod opiekę rodziny Austinów. Ale to nie będzie opowieść o biednej słodkiej sierotce, która leczy złamane serduszko w kochającym domu. Owszem, dom Austinów jest z gatunku kochających, ale Maggy to głośna, irytująca i rozpuszczona pannica, która przewraca życie opiekunów do góry nogami.

Rodzina Austinów składa się z rodziców - muzykalnej matki i ojca lekarza - oraz czworga dzieci - nastoletniego Johna, 12-letniej Vicky, 9-letniej Suzy i małego Roba. Vicky, która jest narratorką powieści, opisuje życie rodziny w amerykańskim domu lat 60., na które składa się wiele radości, ale i wiele dramatów. Szczególnie urzekła mnie opowieść o pewnej dobie, kiedy dom został odcięty od świata przez potężną śnieżycę, która uśmierciła także dopływ wody i ogrzewania. Drugi zachwycający fragment to wizyta u dziadka, emerytowanego pastora, który mieszka na małej wyspie w elegancko urządzonej.... stajni.

Cudowna, słodko-gorzka, mądra książka o rodzinie, do której chciałoby się należeć. Polecam dużym i małym.

PS. Podobno powieść była początkowo odrzucana przez wydawców, ponieważ zaczyna się od śmierci.