Pokazywanie postów oznaczonych etykietą XIX w.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą XIX w.. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2013

Poszukiwacze skarbu - Edith Nesbit

Tytuł oryginału:  Story of the Treasure Seekers
Tłumaczenie: Halina Jel
Cykl: Przygody Bastablów, cz.1
Wydawnictwo: Wolnelektury.pl
Format: e-book
Na podstawie wersji papierowej Towarzystwa Wydawniczego w Warszawie 1925
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 96


Ilekroć sięgam po literaturę dziecięcą i młodzieżową XIX wieku. Mam wrażenie, że nic się w tych historiach nie dzieje, wątki ciągną się w nieskończoność, a wszystko kończy się dobrze, szczęśliwie i przewidywalnie. No cóż, nie pomyliłam się i tym razem, chociaż przyznam, że moje obawy i przemyślenia nie do końca się sprawdziły.

Poznajemy tu bowiem szóstkę rodzeństwa, która po śmierci matki i kłopotach finansowych ojca nie może uczęszczać do szkoły. Nie może także jeść ulubionych przysmaków, podróżować, nosić najpiękniejszych ubrań. Bardzo brakuje im mamy i dawnego życia. Postanawiają więc wziąć sprawy w swoje ręce - odszukać skarb, dzięki któremu odbiją się od finansowego dna i wspomogą nieszczęsnegoo ojca. Zarządzają naradę i każde z nich wymyśla własny niepowtarzalny sposób na zdobycie skarbu. Przyznam szczerze, że pomysłów to im nie brakowało.

Cóż z tego, skoro większość pomysłów nie udała się, głównie ze względu na ugrzecznione wychowanie dzieci. A planowali kilka ciekawych rzeczy, między innymi napad, handel winem, pożyczkę u Żyda - lichwiarza czy redagowanie gazety. Na dodatek, cokolwiek zarobili, od razu trwonili na szczytne cele lub łakocie. I gdy już mieli zamiar poddać się i pogodzić z własnym losem, nieoczekiwanie skarb sam ukazał się ich oczom. Choć szczerze mówiąc solidnie sobie na niego zapracowali.

Książka początkowo nudziła mnie i denerwowała. Jak można być tak grzecznymi i ułożonymi dziećmi?! Dziękuję, proszę, przepraszam - odzywali się tak nawet do siebie podczas zabawy. Do tego tradycyjnie dziewczynki były grzeczne, cichutkie i spokojne, a chłopcy wpadali na najciekawsze pomysły.Strasznie irytowały mnie ich charaktery i zachowania. Więc dlaczego w sumie historia ta zainteresowała mnie na tyle, że nawet nie zauważyłam, kiedy dobrnęłam do ostatniej strony..? Nie umiem opowiedzieć na to pytanie. Nie wiem, czy to sposób pisania Nesbit, czy ciekawość, co też zdarzy się w następnym rozdziale, czy po prostu zwyczajna nutka tęsknoty do dzieciństwa... Przypomniały mi się własne pomysły i niezbyt bezpieczne zabawy.

Czy wręczyłabym tę książkę własnemu dziecku? Owszem. Po to, by zobaczyło, jak kiedyś bawiły się dzieci, jaką miały wyobraźnię i ile zabawek (czytaj żadnych) potrzebowały, by miło i ciekawie spędzić wolny czas. Także po to, by poznało dawne czasy, odkryło inny świat i styl wypowiedzi. W końcu po to, by poznało szóstkę bardzo miłych, kochających się bohaterów, pełnych radości, humoru i optymizmu nawet w tak trudnych dla nich czasach.

piątek, 12 kwietnia 2013

W świecie Baśni

Czy lubicie wracać do lektur czytanych w dzieciństwie? Ja uwielbiam, bo wracają do mnie wspomnienia, zapachy, smaki, emocje. To trudne do określenia uczucie, które nasza pamięć przywraca za sprawą pewnych opowieści. Dla mnie taką książką, dzięki której odnalazłam na nowo dziecięce przeżycia jest Świat Baśni.  Książka ukazała się w opracowaniu Ewy Stadtmüller, z pięknymi, dopełniającymi treść klasycznymi ilustracjami autorstwa Anny Rybickiej, które są zarówno kolorowe jak i w sepii.  We wydanej pozycji znalazły się najbardziej znane baśnie Hansa Christian Andersen, Jakuba i Wilhelma Grimmów, Jeanne’a-Marie de Beaumont Leprince, Charlesa Perrault, Aleksandra Siergiejewicza Puszkina. A mianowicie są to niezapomniany Kopciuszek, Kot w butach, Śpiąca Królewna, Piękna i bestia, Lampa Alladyna, Trzy dary, O rybaku i złotej rybce, Hipek z czubkiem, Kalif bocian, Zaczarowany pędzelek, Czarodziejski gwizdek, Trzy świnki, Jaś i drzewko fasolowe, Czerwony Kapturek, Królewna śnieżka, Stoliczku, nakryj się, Tomcio Paluch, Świniopas, Księżniczka na ziarnku grochu. To chyba dzięki Kopciuszkowi zaczęłam wierzyć w wielką miłość i zostałam romantyczką. Zawsze zastanawiałam się również jak to możliwe, że księżniczka śpiąc na tylu poduchach była posiniaczona od jednego ziarenka grochu. Marzyłam również, aby mieć lampę Alladyna i wierzyłam, że złote rybki spełniają życzenia, a w lesie mieszkają krasnoludki.

Baśnie należą do klasyki i niejednokrotnie na ich podstawie ukazywały się wersje filmowe, sztuki teatralne czy animacje. Książka, która otwiera przed dzieckiem niezapomniany świat, w którym dominują miłość, przyjaźń i dobro. Zbiór Baśni został wydany w solidnej oprawie graficznej. Książka jest szyta, papier dobrej jakości, a czcionka czytelna, dostosowana do czytającego już samodzielnie dziecka. Polecam jednak czytanie opowieści młodszym dzieciom. To doskonała lektura, którą będą zachwyceni nie tylko dzieci, ale i rodzice. Warto!


W świecie Baśni, opracowała  Ewa Stadtmüller, ilustracje Alicja Rybicka, wydawnictwo Skrzat, Seria wydawnicza: Klasyka z feniksem, kategoria wiekowa +3, oprawa twarda, listopad 2011, stron 240.

środa, 10 kwietnia 2013

Mark Twain, Przygody Tomka Sawyera.

Tym razem chciałabym Wam przypomnieć o bardzo znanej powieści, która zapisuje się w kanon klasyki literatury popularnej. Nie znam chyba osoby, która choć nie słyszała o książce, jej nie czytała bądź nie oglądała jednej z adaptacji filmowych. Warto przypomnieć, że powieść powstała w 1876 roku, a jej pierwsze wydanie polskie miało miejsce w 1901 roku.

Akcja powieści toczy się w małym amerykańskim miasteczku St. Petersburg położonym nad rzeką Missisipi. Warto zaznaczyć, że czas akcji, choć obejmuje kilka tygodni, nie jest dokładnie sprecyzowany, ale wiadomo, że historia dotyczy już osób dorosłych w chwili jej spisywania. Po śmierci rodziców opiekę nad Tomaszem i jego przybranym młodszym bratem Sidem sprawuje ciotka Polly. Kobieta chce wywołać Tomka na grzecznego, ułożonego i uczciwego chłopca. Ten jednak ciągle ma jakieś pomysły i misje do spełnienia, co staje się przyczyną wielu tarapatów. Nasz bohater jest inteligentnym, rezolutnym, przebiegłym i zabawnym urwisem, który bez przerwy szuka wrażeń. Ucieka na wagary, okłamuje ciotkę, wdaje się w bojkę z nieznajomym chłopcem, wymyśla choroby, organizuje wyprawę na cmentarz, gdzie wraz z kolegą staje się świadkiem morderstwa. Chłopiec skory jest do czynienia różnorodnych wybryków, więc przez mieszkańców miasteczka uważany jest za łobuziaka.  Mimo to, wydaje się, że Tomek to dziecko wrażliwe, który smucić się z porażek, ale jednocześnie szybko zapominać o zmartwieniach.

To wciągająca powieść, która zafascynuje starszych i młodszych. Mamy tu wątek przygodowy, kryminalny, nawet miłosny. Książka napisana barwnym językiem opowiada o wspaniałych i beztroskich dziecięcych latach.  Wielką rolę odgrywa znakomite tu tłumaczenie Pawła Beręsewicza. W dodatku świetne, nawiązujące do klasyki ilustracje. To również powieść, która ukazuje ówczesną obyczajowość i życie codzienne sennego miasteczka. To świat pełen humoru, zabawy, swawoli, pomysłów bazujących na wyobraźni dzieci.  
 

Mark Twain, Przygody Tomka Sawyera, wydawnictwo Skrzat, wydanie 2011, tłumaczenie: Paweł Beręsewicz, ilustracje: Suren Vardanian, seria: Klasyka z feniksem, oprawa twarda, stron 304.

Frances Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród.

Gdy zaczyna się okres grudniowy okres świąteczny poszukuję nieco innych lektur. Przyznam się, że Tajemniczy ogród przeleżał w stosie ładnych parę miesięcy zanim doczekał się mojej łaskawości. Nie oznacza to oczywiście, że książki nie czytałam, bo czytałam, choć lata temu i podziwiałam wersję filmową zrealizowaną przez Agnieszkę Holland. Jest to jedna z tych książek, do których się zawsze wraca z nienasyconą przyjemnością.  Wydanie, które ukazało się nakładem wydawnictwa Skrzat, zostało przetłumaczone przez Pawła Beręsewicza. Wspominam o tym, ponieważ tłumacz wykorzystał gwarę i jasno zróżnicował wypowiedzi bohaterów.

Bohaterka jest Mary Lennox, która po śmierci rodziców przyjeżdża z Indii i zamieszkuje w domu wuja Archibalda Cravena w hrabstwie Yorkshire. Na początku wydaje się, że dziewczynka jest zepsuta, ciągle niezadowolona i krnąbrna. Ciężko jest jej przystosować się do nowych warunków, ale pomagają jej w tym służąca Marta i jej brat Dickon. Wkrótce okazuje się, że dom zamieszkuje syn Archibalda, Colin Craven. Chłopiec jest przekonany o swojej śmiertelnej chorobie i staje się utrapieniem dla domowników. Jest jeszcze oczywiście zamknięty i zaniedbany ogród, który potrzebuje odnowy.

To książka, która fascynuje dzieci i dorosłych i zmusza do refleksji. Pokazuje jak ważne jest beztroskie dzieciństwo i co oznacza, wychowanie dzieci bez obecności rodziców. Wskazuje również jak wielką rolę odgrywa w życiu przyroda, która jest pełna czaru, fantazji, uroku. To historia mądra i bardzo wzruszająca. To wspaniała książka, którą cieszyć się można w każdym wieku.


Warto nadmienić, że w książce znaleźć można klasyczne ilustracje, które utrzymane są w kilku kolorach. Odnajdziemy też grafikę roślin wraz z nazwami i ich łacińskimi odpowiednikami. Książka wydana została w twardej oprawie graficznej, kartki są szyte, a dodatkowa zakładka jest atutem.


Frances Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, wydawnictwo Skrzat, tłumaczenie: Paweł Beręsewicz, ilustracje: Alicja Rybicka, seria: Klasyka z feniksem, kategoria wiekowa: 10+, oprawa twarda, stron 322.   

Arthur Conan Doyle, Przygody Sherlocka Holmesa.

Sherlocka Holmesa nikomu chyba nie trzeba przedstawiać. Postać stworzona przez szkockiego pisarza sir Arthura Conan Doyle’a, mimo upływu lat, a nawet wieku, cieszy się nieustanną popularnością a czytanie przygód z jego udziałem- nadal powodzeniem. Sherolcka Holmesa jest bohaterem czterech powieści i 56 opowiadań. Holmes jest detektywem – geniuszem, który w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych posługuje się metodą dedukcji. Swoje śledztwa opierał na umiejętności obserwacji i znajomości między innymi chemii, psychologii i matematyki. Najlepszym przyjacielem Holmesa jak i kronikarzem jego przygód był doktor Watson. I to on jest narratorem wszystkich opowiadań. Obaj panowie mieszkali przez jakiś czas przy ulicy Baker Street 221b, a ich gospodynią była pani Hudson.


Na książkę złożyły się opowiadania: Tajemniczy pacjent ( klientem jest Percy Trevelyan lekarz znany z umiejętności leczenia katalepsji), Wampirzyca z hrabstwa Sussex ( Holmes otrzymuje listy dotyczące wampirów, klient Robert Ferguson twierdzi, że jego żona wysysała krew ich synka), Sherlock Holmes i historia sekretnych planów ( do Holmesa przyjeżdża jego brat Mycroft w sprawie Cadogana Westa), Sześć popiersi Napoleona (włamania mające na celu niszczenie wizerunków Napoleona), Tragedia w Dartmoor (o stajniach King’s Pyland i śmierci Johna Strakera), Diabelska Stopa (o tym, co się wydarzyło, gdy przyjaciele gościli w małym domku niedaleko Zatoki Poldhu, na dalekim skraju Półwyspu Kornwalijskiego), Trzech Garridebów ( sprawa związana z Johnem Garriedebem).


Każde z opowiadań wskazuje na rok, w jakim dana sprawa, którą rozwiązywał Holmes miałaby mieć miejsce. Książka zawiera nieliczne opowiadania, ale można z nimi przyjemnie spędzić czas. w dodatku książka została wydana w ładnej oprawie graficznej.
 

Arthur Conan Doyle, Przygody Sherlocka Holmesa, wydawnictwo Skrzat, przełożył : Łukasz Rudnicki, ilustracje: Suren Vardanian, seria: Klasyka z feniksem, wydanie 2011, kategoria wiekowa: 10+, okładka twarda, stron 232.
 

czwartek, 29 listopada 2012

Stare zamczysko - Johanna Spyri


"Stare zamczysko" to mniej znana powieść autorki 'Heidi" - Johanny Spyri. W dzieciństwie mnie ominęła, a szkoda, bo pewnie bardzo bym ją polubiła. Uwielbiałam ciepłe opowieści o licznych rodzinach, a to właśnie takie dzieło.

Książka opowiada o piątce dzieci pewnej wdowy. W kolejności starszeństwa występuja tu: Bruno, Salomea (zwana Meą), Karol, Lippo i Mezli. Ich matka, pani Maxa Bergamann, jest wdową, ale zapewnia swoim pociechom ciepłe (i raczej zamożne) dzieciństwo, może też w wychowaniu liczyć na wsparcie swojego brata Filipa - ukochanego wujka dzieci.

Dom rodziny Bergamann znajduje się u podnóży wielkiej, starej budowli - zamku Wildenstein. Pani Maxa w dzieciństwie wychowywała się z małymi dziedzicami, więc zna smutną historię, która doprowadziła do tego, że zamczysko stoi od lat opuszczone, a srogi dozorca nie wpuszcza nikogo za próg. Dzieci są, rzecz jasna, zafascynowane zamkiem i historiami o nim. Pewnego dnia rzeczywistość wychodzi na przeciw ich marzeniom i do ich domu przybywają mali potomkowie rodu Wildensteinów.

Największa zaleta tej książki to urocza atmosfera panująca w domu rodziny Bergmanów, która sprawia, że odwiedza się go z przyjemnością. Każde dziecięce serce się tu ogrzeje - ale jednocześnie nie zostanie przesadnie olukrowane. Postaci dzieci są dopracowane, każde jest indywidualnością, ma swoje problemy i radości. Sporo jest tez w tej w historii humoru. Moim zdaniem lektura się nie zestarzała.

W Polsce książka została wydana jako "Stare Zamczysko" (ostatnie wydanie w 1987 r.), natomiast tytuł oryginału to "Schloss Wildenstein" (czyli zamek Wildenstein)*. Książka powstała w 1892 r.



Johanna Spyri, Stare zamczysko, Plejada 1987

* W języku angielskim powieść wydano pod dwoma tytułami: "Maxa's children" oraz "Maezli". (O ile pierwszy tytuł ma sens, bo książka opowiada o dzieciach pani Maxy, to drugi wydaje mi się naciągany. Meazli to imię najmłodszej dziewczynki, wcale nie najważniejszej w powieści. Chyba chodziło o zachowanie ciągłości tytułów książek pani Spyri. Po angielsku ukazała się "Heidi" i "Cornelia", więc i trzecią książkę nazwano dziewczęcym imieniem).

poniedziałek, 1 października 2012

“Wspomnienia niebieskiego mundurka” Wiktor Teofil Gomulicki

Zaczynam chyba rozumieć kobiety, które stając przed szafą pełną ciuchów wykrzykują ze zgrozą: “Łomatko! W co ja się mam ubrać?!”. Zaczynam, bo sam stanąwszy ostatnio przed regałem pełnym książek stwierdziłem, że, noż kurczę, nie mam czego przeczytać. Leciałem po grzbietach, a w głowie, jak ze starej, gramofonowej płyty, zacięta igła odtwarzała swoje: to nie, to nie, to nie … Potrzebny był plan ratunkowy. Wspomniana na początku, anonimowa kobieta, bierze w takich razach kartę płatniczą i udaje się do przybytku rozpusty zakupowej, czyli centrum handlowego, skąd wychodzi ukontentowana z naręczem ciuchów. Ale, jako że człek ze mnie ambitny, kupno nowej książki, jako rozwiązanie zbyt prozaiczne, odrzuciłem. Postanowiłem za to udowodnić tej grupie ludzi, która narzeka na ceny książek, że poczytać dobre, ba, świetne rzeczy, można całkowicie gratis. Rezultatem tego postanowienia było pobranie ze strony Wolnych Lektur “Wspomnień niebieskiego mundurka” Wiktora Teofila Gomulickiego.
Nawet nie wiecie jaką straszliwą, wewnętrzną walkę stoczyłem ze sobą, żeby w tym tekście nie użyć sformułowania “urocza ramotka”, które zagnieździło mi się w głowie już od pierwszych stron tej wzruszającej opowieści, opisującej szkolne czasy grupki uczniów XIX-wiecznej szkoły powszechnej, działającej w małym, prowincjonalnym miasteczku. Przegrałem. To jest urocza ramotka. Z jednej strony tak strasznie niedzisiejsza, bo kudy tam współczesnym długopisom do gęsich piór, kałamarzy i czernidła. Gdzie napuszczanie na belfrów chrabąszczy, a gdzie zakładanie kosza na głowę i ordynarne wyzwiska? Gdzie wreszcie zwyczaj chodzenia uczniów pod rękę (?) podczas rozmowy, zachwyt poezją, wylewna przyjaźń …? Z drugiej zaś, niemal współczesna w: po kryjomu palonych papierosach, napuszonych młodzieńczych przechwałkach, próbach udowodnienia swojej odwagi głupimi próbami czy niechęci do nauki. Bo pewne rzeczy się przecież nie zmieniają. Sami zobaczcie.

Jeden podczas lekcji usiadł tyłem do nauczyciela. Drugi, znudzony wykładem, przeciąga się i na cały głos ziewa. Trzeci położył głowę na książce i zasnął. Czwarty wytknął dwa palce i z całą szczerością zwierza się nauczycielowi, że „okropnie chce mu się jeść”. Piąty, wywołany do lekcji, wstać nie może, gdyż… urwał mu się guzik od spodni.

Piękna to lektura, zachowująca doskonałe proporcje w opisywaniu spraw poważnych i niezaprzeczalnie komicznych. Dająca możliwość spojrzenia od strony ucznia w system ówczesnej edukacji, ale i przybliżająca stosunki społeczne. Dla mnie jednak, przede wszystkim, pozwalająca poznać grupkę świetnych, pełnych ideałów i energii młodych ludzi, czytanie o przygodach których było prawdziwą przyjemnością. Mógłbym tu jeszcze długo wymieniać sceny, które zapadły mi w pamięć. Tę ze spaniem w trumnie i ze straszeniem ożenkiem, celem zagonienia do nauki. Mógłbym, ale lepiej usłyszeć te historie z “ust” samego Gomulickiego.
I co, można dobrze i za darmo? Można. Jeśli jeszcze dodać, że Wolne Lektury udostępniają tekst w kilku formatach obsługiwanych przez urządzenia mobilne oraz zaopatrzony w ponad 400 przypisów*, to jedynym minusem jaki widzę jest brak rysunków Konstantego Górskiego, o których pan Wiktor wspomina w “Od autora”.

* Na początku wielość przypisów mnie denerwowała, bo większość określeń znałem, ale po zastanowieniu stwierdzam, że o ile ja wiem co to jest np. “poślad”, to dzisiejszy dwudziestolatek już niekoniecznie :)

środa, 29 sierpnia 2012

Tajemnica Gerty - Maria Susanna Cummins


Kiedy jako dziewczynka czytałam "Tajemnicę Gerty", nie miałam pojęcia o okolicznościach powstania książki. Historia wydawała mi się ciekawa, choć nieco sentymentalna i trochę "naciągana". Zgrabne zakończenie zbyt mocno bazowało na zbiegach okoliczności, jak na moje trzeźwe 10-letnie spojrzenie ;) Może inaczej bym je oceniała, gdybym wiedziała, że książka powstała w roku 1854, czyli ponad 150 lat temu! Przed "Małymi kobietkami" Alcott, przed "Heidi", przed powieściami Hodgson Burnett i L.M. Montgomery, czyli przed tymi wszystkimi książkami, które dziś uważamy za dziewczęcą klasykę.

Kiedy ukazała się "Tajemnica Gerty" (oryginalny tytuł to "The Lamplighter", czyli "Latarnik"), okazała się - mówiąc po dzisiejszemu - oszałamiającym bestsellerem. W ciągu 20 dni sprzedano 20 tys. egzemplarzy, w ciągu pierwszych 8 tygodni - 40 tysięcy, a przez pierwsze 5 miesięcy - 65 tysięcy.  Debiut 27-letniej Amerykanki - Marii S. Cummins - okazał się drugą najlepiej sprzedającą się książką po "Chacie wuja Toma". Powieść została natychmiast wydana poza Stanami Zjednoczonymi, w samej Wielkiej Brytanii sprzedano ponad 100 tys. egz. Przetłumaczono ją na inne języki, m.in. francuski, niemiecki, holenderski i polski. Wydanie polskie ukazało się już w 1860 r., pod tytułem "Latarnik z Bostonu".

Bohaterkę, Gertrudę Flint, poznajemy jako 8-letnią nieszczęśliwą dziewczynkę. Osierocona przez rodziców, wychowywana jest - a raczej trzymana z łaski - przez podłą babę, Nan Grant. Dziewczynka jest przyzwyczajona do głodu, zimna i bicia, ale pewne tragiczne wydarzenie przechyla szalę krzywd. Gerta decyduje się uciec, choć jej szanse przeżycia na ulicy są żadne. Na szczęście trafia pod opiekę samotnego staruszka, tytułowego "Latarnika". W ubogim, lecz ciepłym domu, życie małej powoli się odmienia. Dziewczyna poznaje dobrą i piękną jak anioł Emilię, niewidomą pannę z zamożnego domu, która roztacza nad Gertą opiekę.W przeszłości Gerty, tak jak i Emilii, kryje się jednak wiele tajemnic, które będą musiały wyjść na światło dzienne...

Maria S. Cummins, Tajemnica Gerty, Wyd. Novus Orbis 1993.

Informacje o okolicznościach wydania książki zaczerpnęłam z Wikipedii i Literary Encyklopedia.

środa, 22 sierpnia 2012

Kornelia - Johanna Spyri

Johanna Spyri, XIX-wieczna szwajcarska pisarka, jest najbardziej znana dzięki swojej powieści dla dzieci pt. "Heidi". Nie jest to jednak jedyne jej dzieło, którego fabuła ma miejsce w idyllicznej krainie szwajcarskich Alp - także "Kornelia" toczy się w tej okolicy.

Kornelia wiedzie radosne życie w zamożnym domu u podnóża Alp. Wesoła jak ptaszek i lubiana przez wszystkich spędza dnie na zabawie. Jej matka zmarła, kiedy dziewczynka miała trzy lata, a ojciec nie zna się na wychowaniu dziewczynek i nie potrafi utrzymać żywej córki w ryzach. Kucharka i pokojówka rozpieszczają dziewczynkę, nawet jej prywatny nauczyciel nie jest surowy i wydawałoby się, że żadna chmurka nie pojawia się nigdy na tym radosnym firmamencie. Niestety sytuacja zmienia się, kiedy ojciec musi wyjechać w podróż i sprowadza do domu swoją ciotkę i jej przyjaciółkę. Kobiety maja za zadanie utemperować dziewczynkę i wpoić jej zasady dobrego zachowania. Kiedy ojciec wraca, zastaje dziecko dzikie, ponure i zamknięte w sobie. Co się stało pod jego nieobecność i czy kiedykolwiek z dziewczynki wyrośnie słodka Kornelia, podobna do matki, jak sobie to wymarzył ojciec? Jaką rolę odegra w wychowaniu dziewczynki uboga rodzina z Frankfurtu?

To niedługa i sympatyczna powieść, która mówi sporo o przewadze dobrego matczynego serca nad surowymi zasadami w wychowaniu dzieci. Pamiętam, że kiedy czytałam powieść jako mała dziewczynkę, zachwyciła mnie i zdaje się, że uwielbiałam Kornelię znaczenie bardziej niż Heidi.

Johanna Spyri, Kornelia, Oficyna Wydawnicza Graf, wyd. 1: 1991, wyd. 2: 1993

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

W świecie dziewcząt - Elizabeth T. Meade

Elizabeth Thomasina Meade Smith, znana jako L.T. Meade, to irlandzka pisarka przełomu XIX i XX w., która ma na swoim koncie ponad 300 książek, z których około połowa przeznaczona była dla młodych czytelników. Do najsłynniejszych należała powieść pensjonarska "W świecie dziewcząt" z 1886 r., która szczęśliwie doczekała się przekładu na język polski*.

Hesia Thornton** została właśnie osierocona przez ukochaną matkę. Ojciec, który za bardzo nie umie poradzić sobie z wychowaniem córek, decyduje się oddać starszą do zakładu panny Willis, zwanego Jaśminówką. Niezależna dziewczynka jest zrozpaczona i spodziewa się wszystkiego co najgorsze. Musi porzucić dotychczasową swobodę i uwielbianą maleńką siostrzyczkę Misię***.

Szkoła dla dziewcząt okazuje się jednak nie tak przerażająca, jak sobie ją Hesia wyobrażała. Nawet żelazna dyscyplina nie jest trudna do zniesienia. Jest jednak jedna chmurka na firmamencie - nieznośna Andzia Forest, dziewczę urocze i uwielbiane przez całą szkołę, ale przy tym psocące co niemiara. Hesia uznaję Andzię za okropną dziewczynę, a trwając w tym uporze, szybko ją do siebie zraża. Wojna między uczennicami nabiera rozpędu i o mały włos nie doprowadza do prawdziwej tragedii.

Powieść jest urocza, lekka, trochę naiwna i stanowi miły obrazek obyczajowy swoich czasów i obyczajów. Poleciłabym ją dziewczynkom w wieku 8-12 lat - nadal ma szansę się podobać.


* Z tego co wiem, tylko cztery książki spotkał ten zaszczyt.
** W oryginale Hetty, skrót od Hester.
*** W oryginale Nan.


Elizabeth T. Meade, W świecie dziewcząt, Ethos 2000


czwartek, 16 sierpnia 2012

"Serce" E.de Amicis

Niemieckie wydanie "Serca"
z 1894 roku
"Serce" E.de Amicis, tł. M.Konopnicka
 
W czasach gdy kulturę, dobre wychowanie, a czasem nawet moralność zastąpiono dobrą zabawą czy chęcią zysku, trudno znaleźć na półkach księgarni takie tytuły  jak „Serce”.  Z drugiej strony, aż miło popatrzeć, ile osób zna tę książkę. Chociaż XIX-wieczna, nie starzeje się, wydawana jest po raz kolejny i kolejny. Zyskuje nowych czytelników. Do niektórych przemawia, do innych nie. Jak zawsze. 
Jaka jest jej tajemnica? Chyba fakt, że ludziom cały czas brakuje właściwych wzorców. Brakuje im oparcia, osoby, której można się spytać: Co ja mam zrobić? I która nie odpowie: Zrób tak, żeby tobie było najlepiej bez względu na innych. „Serce” przypomina podstawowe zasady. Nie upodla ludzi, nie nastawia ich na pogoń za pieniędzmi. Raczej mówi zatrzymaj się, zobacz, uszanuj.
Gdy ją otwierałam, przywitał mnie wstęp napisany przez autora, w którym czarno na białym widnieje, że została stworzona na podstawie notatek ucznia klasy trzeciej, które potem zostały spisane przez ojca, starającego się nic nie zmieniać, i wydane.  Bo „Serce” to książka dla dzieci. Książka, która powinna być czytana każdemu dziecku przez rodziców.
Dlaczego?  Pokazuje jak powinien zachowywać się człowiek. Pokazuje, że wszyscy są równi, że trzeba szanować ojca, matkę, że praca to nie żaden wstyd, a jeśli ktoś ma niższy status społeczny, to jeszcze nie znaczy, że jest od nas gorszy.  Banały? To dlaczego my o nich zapominamy? Co więcej, dlaczego nie mówimy o nich naszym dzieciom?
Fotos z filmu "Jeśli serce masz bijące" inspirowanego
powieścią de Amicis


Sama, na początku, przyznaję, byłam trochę zmęczona tą moralnością. W dodatku bohaterowie wydawali mi się wręcz sztuczni. Każdy dobry i cudowny, wszyscy żyją szczęśliwie i chociaż ciężko pracują to wiedzie im się dobrze. Jednak im bardziej się zagłębiałam, natykałam się na kolejnych ludzi, którzy nie zawsze żyją tak jak powinni, książka stawała się coraz bardziej realistyczna, a co za tym idzie, coraz bardziej wartościowa.
Poza tym, książka jest bardzo naturalna. Prowadzona w formie notesu pisanego przez małego chłopca, który posługuje się prostym, choć nie ubogim, językiem. Opowiada on o szkole, rodzicach, domu, kolegach, nauczycielach. Wszystkim do czego ogranicza się jego życie. Dzięki tej naturalności jest tak przekonujący.
Za to panorama XIX-wiecznych Włoch odkrywa przed nami mi coraz to smutniejsze oblicza. Prócz zła, które już wtedy panoszyło się wszędzie (chociaż w książce nie dało się tego aż tak odczuć) zza węgła wyglądała bieda, cierpienie, często śmierć. Za brutalne dla dzieci? Nie. Jest morał, jest miłość, patriotyzm, są sytuacje, które nie powinny mieć miejsca, jednak one są opisane w sposób delikatny a jednocześnie przejmujący.
„Serce” jest piękną opowieścią o życiu takim jakie powinien wieść każdy z nas. Jednocześnie jest opowieścią o czasach odległych, które w przystępny sposób są przybliżane małemu odbiorcy.

 źródła zdjęć: 1, 2

środa, 15 sierpnia 2012

Frances Hodgson Burnett i jej powieści dla najmłodszych

Frances Hodgson Burnett to brytyjska pisarka urodzona w 1849 roku w Manchesterze. W wieku 16 lat wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, w których mieszkała do końca życia - zmarła w 1924 roku w Plandome w stanie Nowy Jork.

Była autorką opowiadań i powieści dla dorosłych, ale największą popularność i nieśmiertelną sławę przyniosły jej książki dla dzieci. Napisała ich kilkanaście, większość była w różnych okresach wydawana w Polsce, natomiast do dzisiaj na bibliotecznych półkach znajdują  się właściwie tylko trzy - "Mały lord", "Mała księżniczka" i "Tajemniczy ogród".
Wszystkie one były adaptowane na potrzeby teatru, filmu a nawet musicalu, tłumaczono je na wiele języków i na stałe wpisały się do kanonu literatury dziecięcej.

"Mały lord" to historia siedmioletniego Cedryka mieszkającego wraz z matką w Nowym Jorku. Pewnego dnia okazuje się, że na skutek kilku nieszczęśliwych wypadków chłopczyk staje się jedynym spadkobiercą tytułu hrabiowskiego należącego do jego dziadka ze strony ojca. Aby objąć dziedzictwo musi udać się do Anglii i zamieszkać z dziadkiem - starym, zgorzkniałym, schorowanym arystokratą. Sytuację komplikuje fakt, że dziadek nienawidzi matki chłopca, uważa, że podstępem wdarła się do szlacheckiej rodziny i zabrania jej przekroczenia progu swojego domu - ma ona zamieszkać w niewielkim domku w sąsiedztwie  hrabiowskiego zamku a synek będzie ją mógł odwiedzać.
Mały chłopiec, swoją dobrocią, miłością i szlachetnością szybko podbija serca zamkowej służby i okolicznych dzierżawców, a i stary hrabia nie potrafi się oprzeć jego urokowi...

Bohaterką "Małej księżniczki" jest siedmioletnia Sara Crewe, umieszczona przez ojca w londyńskiej pensji dla dziewcząt kierowanej przez pannę Marię Minchin. Panna Minchin wiedząc, że kapitan Ralf Crewe jest człowiekiem szalenie bogatym traktuje małą Sarę z  niezwykłą pobłażliwością i spełnia wszystkie jej zachcianki. Kiedy Sara kończy 11 lat okazuje się, że ojciec dziewczynki umarł a majątek przepadł - dziewczynka  z dnia na dzień zostaje zdegradowana do roli służącej, musi ciężko pracować na swoje utrzymanie, mieszka w nędznej izdebce na poddaszu i bardzo często chodzi głodna i przemarznięta. Jednak Sara nie załamuje się tak drastyczną odmianą swojego losu w czym pomaga jej bogata wyobraźnia oraz przyjaciółki: pensjonarki - Ermengarda i Lotka, służąca Rózia a także oswojony szczur Melchizedek.

Jednak najpopularniejszą książką tej autorki jest chyba "Tajemniczy ogród", a to za sprawą nastrojowej ekranizacji z 1993 roku, którą reżyserowała Agnieszka Holland a także z tego powodu, że jest to lektura szkolna...

Mary Lennox to urodzona i wychowana w Indiach 10-latka, której rodzice umierają w czasie epidemii. Dziewczynka zostaje wysłana do Anglii, gdzie ma zamieszkać w domu nieznanego jej wuja. Jak się okazuje krewny większość czasu spędza w podróżach i dziewczynka przebywa praktycznie sama w wielkim domu. Rozpieszczona i samolubna Mary musi się przyzwyczaić do zwyczajów panujących w starym domu. Idzie jej to z trudem, ale wszystko się zmienia kiedy zaprzyjaźnia się z wiejskim chłopcem Dickiem oraz dokonuje dwóch niesamowitych odkryć - pierwsze z nich to zaniedbany, ogrodzony wysokim murem różany ogród a drugim jest jej kuzyn Colin, chory chłopiec zamknięty w jednym z licznych pokojów ogromnego domu. 
Mary, Dick i Colin, już we trójkę przeżywają niezapomniane lato w tajemniczym ogrodzie...

Bohaterami tych książek są dzieci, które muszą stawić czoła poważnym problemom, pod ciężarem których zdarza sie polec dorosłym. Jednak Cedryk, Sara i Mary nie poddają się, zwyciężają przeciwności i mają przy tym zbawienny wpływ na swoje otoczenie. Cedryk i Sara to wręcz anioły w postaci dzieci, bohaterowie bez wad i co tu dużo mówić mało rzeczywiści. Oczywiście czytając o spotykających ich nieszczęściach płakałam rzewnymi łzami (szczególnie nad Sarą) i nie było ważne, że doskonale wiem jak się książka skończy. Mój egzemplarz "Małej księżniczki" wchłonął tyle łez, że wyglądał jak podtopiony...
Zupełnie inaczej ma się sprawa z Mary Lennox - początkowo to taki, używając dosadnego określenia,  "rozwydrzony bachor". Jak się jednak czytelnik może przekonać Mary jest mądrą i wrażliwą dziewczynką, wystarczyło tylko trochę uwagi, którą poświeciła jej Marta, jedna ze służących, która mając kilkoro młodszego rodzeństwa potrafiła trafić do bardzo samotnego i nieszczęśliwego w gruncie rzeczy dziecka. I własnie Mary, ze swoimi wadami i nawykami jest bohaterką na wskroś prawdziwą, z którą młody czytelnik może się identyfikować.

Ale jakby nie było - te trzy powieści Francis Hodgson Burnett to żelazny repertuar dla dzieciaków w wieku 8-12 lat. 
A i dla tych starszych też;)

środa, 4 kwietnia 2012

Ben Hur - Lewis Wallace

Na początek pytanie filmowe będzie - który film otrzymał najwięcej statuetek Oscara? Od razu powiem, że tych statuetek było aż 11.
Okazuje się, że takich filmów było w historii tej nagrody aż trzy - "Władca Pierścieni. Powrót króla" w 2003, "Titanic" w 1997 oraz "Ben Hur" w 1959 roku. O ile dwa pierwsze filmy są dosyć rozpoznawalne nawet przez młode pokolenie o tyle "Ben Hur" pokrył się już kurzem zapomnienia, a szkoda, bo chociaż to hollywodzka superprodukcja to naprawdę piękny film. No może trochę długi, bo ponad 3 godziny, ale mijają one nie wiadomo kiedy.
Coraz mniej osób wie również, że film jest ekranizacją powieści pod tym samym tytułem, którą w 1880 roku wydał Lewis Wallace. Książka niemal natychmiast stała się światowym bestsellerem - dla przykładu pierwsze polskie wydanie ujrzało światło dzienne w 1889 roku.

Autor był amerykańskim wojskowym i dyplomatą. Brał udział w wojnie meksykańskiej oraz wojnie secesyjnej po stronie Unii, wsławił się obroną Waszyngtonu przed wojskami Konfederacji, za co otrzymał stopień generała. Jeśli chodzi o karierę dyplomatyczną to był gubernatorem stanu Nowy Meksyk w latach 1878 - 81, a przez jakiś czas piastował urząd  ministra pełnomocnego rządu Stanów Zjednoczonych w Turcji na dworze sułtana Abd-ul-Hamida II.  
Jednak to nie zasługi wojenne ani nie działalność polityczna utrwaliły jego imię a historyczna powieść z czasów Jezusa Chrystusa. Początkowo planował Wallace napisać nowelkę o trzech mędrcach spieszących do betlejemskiego żłóbka (stanowi ona ostatecznie prolog całej historii)  ale pod wpływem byłego towarzysza broni, agnostyka i krytyka religii Roberta G. Ingersolla zdecydował się rozbudować dzieło do rozmiarów powieści, ukazać w nim zasady religii katolickiej oraz udowodnić tezę o historyczności Jezusa.

Bohaterem książki jest młody Żyd - Juda Ben Hur. Pochodzi z jednej z najznamienitszych i najbogatszych rodzin Jerozolimy, przyjaźni się z młodym Rzymianinem Messalą, prowadzi rozliczne interesy handlowe i nie ma większych trosk. Niestety los w jednej chwili niweczy spokój rodziny - na skutek nieszczęśliwego przypadku Juda zostaje oskarżony o zamach na namiestnika Judei i skazany na galery, matka i siostra trafiają do więzienia a cały majątek ulega konfiskacie - kluczową rolę odgrywa tu Messala. 
Młodzieńcowi udaje się przeżyć na galerach, co więcej w czasie bitwy ratuje życie dowodzącemu flotą konsulowi, który w dowód wdzięczności adoptuje go i czyni swoim spadkobiercą.
Juda przez cały czas żyje myślą o zemście na swoich prześladowcach, pragnie również odnaleźć matkę i siostrę...

"Ben Hur" to powieść którą trudno podciągnąć pod jakiś jeden gatunek. Szybka akcja, nieco czarno-biali bohaterowie wskazywaliby na powieść przygodową, liczne opisy życia codziennego, zwyczajów, zajęć i rozrywek ówczesnych ludzi stawiają powieść Wallace'a wśród książek obyczajowych zaś obecność wątków teologicznych, rozważania nad judaizmem, liczne nawiązania do nauki Chrystusa, wreszcie opis jego ostatnich chwil sugerują, że może to być literatura religijna. Jeżeli dodać do tego pojawiające się wątki uczuciowe, bo i takich w powieści nie brakuje, to mamy przekrój przez wszystkie gatunki literackie. I chyba to przede wszystkim stanowi o pięknie i wszechstronności tej książki. Bo tak naprawdę to powieść dla każdego niezależnie od wyznawanego światopoglądu.

Dla porządku dodam, że na naszym rynku istnieją dwie wersje tej powieści - cały tekst i wersja skrócona, z której wycięto sporo opisów jak również część rozważań na tle religijnym. Nie mnie sądzić czy wydawca miał prawo robić cięcia na tekście Wallace'a - osobiście czytałam pełną wersję i tę mogę polecić. I jeszcze jedno - jeśli ktoś oglądał film a dopiero pod wpływem mojej recenzji zapłonie (ha!ha!ha!) chęcią poznania literackiego pierwowzoru niech się przygotuje na spore zaskoczenie - filmowcy z jakichś sobie tylko znanych powodów pominęli w ekranizacji jedną z kluczowych postaci występujących w książce i losy bohaterów troszkę inaczej się w związku z tym toczą - aczkolwiek zakończenie jest takie samo;)

Na koniec kadr z filmu z 1959 roku, gdzie tytułową rolę grał Charlton Heston. Scena przedstawia wyścig rydwanów, który zamienia się w pojedynek pomiędzy Judą (biały zaprzęg) a Messalą (zaprzęg czarny). Jest to jedna z najdłuższych (jeśli nie najdłuższa) scen w historii kina - trwa 13 minut.



niedziela, 1 kwietnia 2012

Kapitan Fracasse - Teofil Gautier

Teofil Gautier przyszedł na świat w 1811 roku w Tarbes. Był francuskim pisarzem, poetą i dramaturgiem, zajmował się również krytyką literacką i teatralną. Był jednym z propagatorów hasła "sztuka dla sztuki" uważając, że najważniejsza w dziele jest jego artyzm, doskonałość formy a inne wartości, chociażby poznawcze czy polityczne są drugorzędne. Był romantykiem, chociaż w jego utworach mało było niesamowitości, tak charakterystycznej dla tego stylu literackiego. Jest autorem opowiadań fantastycznych, kilku powieści oraz libretta do baletu "Giselle".
Zmarł w 1872 roku, pochowany jest na cmentarzu Montrmarte w Paryżu. Jako ciekawostkę można podać fakt, że pomnik na jego grobie stworzył polski rzeźbiarz Cyprian Godebski.

Najbardziej chyba znanym utworem tego pisarza jest powieść przygodowa "Kapitan Fracasse". Bohaterem tej historii jest zubożały szlachcic baron de Sigognac. Pewnego jesiennego wieczoru do jego zrujnowanego zamku trafia trupa aktorów. Młody człowiek żyje w ogromnym ubóstwie - całe jego domostwo stanowi on sam, wierny służący, stary kot imieniem Belzebub i koń, tak samo zabiedzony jak jego pan. 
Przybycie aktorów wyrywa Sigognaca z życiowego marazmu. Pod wpływem urody jednej z aktorek, młodziutkiej Izabeli postanawia zostawić swoje niewielkie włości i udać się w podróż z wędrownymi artystami. Aby nie jeść za darmo chleba Sigognac proponuje swoją pomoc przy doborze repertuaru - posiadając niejakie wykształcenie i znajomość literatury ma zająć się dopasowywaniem istniejących sztuk do możliwości zespołu teatralnego z którym podróżuje. Początkowo wszystko idzie w miarę dobrze, jednak pewnej zimowej mroźnej nocy ma miejsce tragiczny wypadek - zamarza Matamore, jeden z członków trupy. Grał on charakterystyczną rolę żołnierza - samochwała, jedną z najpopularniejszych postaci commedia dell'arte. Bez niego przyszłość zespołu jawi się w czarnych barwach.
Sigognac postanawia odwdzięczyć się aktorom za ich przyjaźń i pod pseudonimem Kapitana Fracasse rozpoczyna swoją teatralną karierę. Coraz większym uczuciem darzy też piękną Izabelę...

"Kapitan Fracasse" to powieść przygodowo-awanturnicza. Są w niej pojedynki, porwania, nagłe zwroty akcji i niesamowite zbiegi okoliczności. Może dzisiaj nieco razić ckliwością i przewidywalnością jeśli chodzi o zakończenie, ale kiedy czytałam ją po raz pierwszy jako nastolatka byłam zachwycona. Autor ma bardzo klarowny styl, postacie, szczególnie te drugoplanowe, nie są jednowymiarowe a nawet najczarniejszy charakter potrafi się zmienić - piękna romantyczna i trzymająca w napięciu bajka.
W 1961 roku we Francji powstała ekranizacja tej powieści z najpopularniejszym wówczas aktorem kina francuskiego Jeanem Maraisem w roli Sigognaca oraz Genovieve Grad jako Izabelą (aktorka polskiej publiczności bardziej znana jest jako Nicole Cruchot, córka głównego bohatera cyklu filmów o żandarmie z St. Tropez). 

Jeżeli komuś podobali się "Trzej muszkieterowie" to i "Kapitan Fracasse" również powinien zyskać ich uznanie:)

Sigognac i Izabela w wersji kinowej

wtorek, 27 marca 2012

Leśna Boginka - Frances Hodgson Burnett

 

Na autobiografię, a dokładniej wspomnienia z dzieciństwa Frances Hodgson Burnett, autorki "Małej księżniczki" i "Tajemniczego ogrodu" trafiłam całkowitym przypadkiem. Myślałam, że "The One I Knew the Best of All" w ogóle nie zostało przetłumaczone - okazało się, że owszem, ale pod tytułem, który mi się wcale nie kojarzył, jako "Leśna Boginka". Uzasadnienie dla takiego tytułu w tekście występuje, ale moim zdaniem jest on mylący, spodziewałabym się raczej jakiejś baśni.


"Leśna boginka" rozpoczyna się jednym z najwcześniejszych wspomnień małej Frances - narodzinami jej niespełna trzy lata młodszej siostrzyczki, Edith. Poznajemy dziewczynkę oczyma dojrzałej, około 50-letniej pisarki, która opisuje małą-siebie w trzeciej osobie, jako Osóbkę. Dzięki temu "Leśna boginka" bardziej przypomina opowieść o pewnej małej dziewczynce niż wspomnienia. Książka kończy się wydaniem w magazynie pierwszego opowiadania, kiedy pisarka miała ok. 19 lat.

Frances Eliza była środkowym dzieckiem, miała dwóch starszych braci i dwie młodsze siostry. Kiedy matka była w ciąży z ostatnią córką, Edwiną, ojciec nagle zmarł i sytuacja finansowa rodziny znacznie się pogorszyła. Pierwsze wspomnienia pisarki wiążą się z robotniczą Anglią - choć rodzina należała do wyższej klasy. Mamy tu ciasną zabudowę, podglądane przez okna robotnicze rodziny, osiadającą wszędzie (także na ubraniach  i twarzach) sadzę, tęsknotę za zielenią. Pojawiają się pierwsze doświadczenia literackie - nauka czytania, zachwyt nad powieściami, wymyślone historie snute przed przyjaciółkami, wreszcie własne próby literackie. Jest też sporo obrazków obyczajowych - spacerujące nianie, angielskie niedziele z wyprawami do kościoła, prowadzona przez dwie młode panny szkoła - oraz poruszających wspomnień, np. pierwsze zetknięcia ze śmiercią.

To, co mnie zaskoczyło, to że Frances Hodgson (później z męża Burnett) większość życia mieszkała w Ameryce. Jej książki wydawały mi się zawsze tak angielskie, że nie mogłam w to niemal uwierzyć. Rodzina Hodgsonów przeniosła się do Stanów Zjednoczonych wkrótce po zakończeniu wojny secesyjnej, kiedy Frances miała 16 lat. Do Anglii wróciła jako znana pisarka, w okolicach 50 roku życia. W Anglii powstał dopiero "Tajemniczy ogród" - inspirowany zresztą prawdziwym ogrodem w Great Maytham Hall - a "Małą księżniczkę" wydano tam jako książkę - wcześniej była publikowana w odcinkach w gazecie jako "Sara Crewe lub Co się zdarzyło na pensji panny Minchin". Z ciekawostek - początkowo Frances pisała dla dorosłych. Pierwsze utwory dla dzieci powstały po spotkaniu z Louise May Alcott, autorką "Małych kobietek" oraz z redaktorką pewnego czasopisma dla dzieci.


"Leśna boginka" - ciepła i urocza historia - została zadedykowana zmarłemu w wieku 16 lat synowi pisarki, Lionelowi.

Leśna Boginka / The One Knew The Best of All
Frances Hodgson Burnett
wydanie oryginalne - 1893
wydanie polskie - Nasza Księgarnia 1996

niedziela, 18 marca 2012

Panienka z okienka - Deotyma

Książka o której chcę dzisiaj napisać, to jedna z tych lektur, które przeczytałam pod wpływem filmu, ponieważ najpierw zobaczyłam ekranizację, a dopiero później sięgnęłam po pierwowzór filmowego scenariusza. I do dzisiaj nie wiem która wersja  mi się bardziej podobała - jakby nie było, nie potrafię sobie wyobrazić Hedwigi, bohaterki "Panienki z okienka" inaczej jak z twarzą młodziutkiej Poli Raksy...
"Panienka z okienka", której autorką jest Jadwiga Łuszczewska ma podtytuł "Starodawny romansik" - może on i starodawny, ale czyta się go całkiem przyjemnie i dzisiaj.

Jadwiga Łuszczewska, bardziej znana jako Deotyma przyszła na świat w Warszawie w 1834 roku. Była córką Wacława Łuszczewskiego i Magdaleny z Żółtowskich - jej dziadek Edward Żółtowski był generałem w wojsku napoleońskim. Przyszła pisarka wychowywana była w duchu patriotyzmu, od najmłodszych lat miała kontakt z polską literaturą i historią. Rodzina wiele podróżowała - zarówno po ziemiach polskich, jak i po Europie. Matka dziewczynki prowadziła jeden z popularniejszych salonów w stolicy i tam też zadebiutowała jej nastoletnia córka - szybko zdobyła rozgłos jako niezrównana improwizatorka poezji.
Swoją popularność wykorzystywała ni tylko w salonie rodziców, zaangażowała się również w działalność patriotyczną, brała udział w manifestacjach poprzedzających wybuch powstania styczniowego, chociaż ostatecznie opowiedziała się za Aleksandrem Wielopolskim, który był przyjacielem jej rodziców. Po wybuchu powstania wraz z ojcem (został aresztowany po złożeniu przez niego tytułu carskiego szambelana) udała się na zesłanie z którego wrócili w 1865 roku. W niedługim czasie zmarli jej rodzice a ona sama zainaugurowała działalność własnego salonu literackiego, który przetrwał do pierwszych lat XX wieku. Zmarła w 1908 roku w Warszawie.

Łuszczewska zajmowała się głównie improwizacją poetycką - w czasie spotkań towarzyskich tworzyła na poczekaniu wiersze na zadany temat. Była nazywana polską Safoną - raz z powodu swojej poezji, a poza tym również na konto kostiumów w których występowała, a które stylizowane były na starogreckie stroje. Stało się to również przyczyną złośliwych wierszyków na cześć poetessy:
Deotyma się nadyma,
Zamiast kiecki ma strój grecki.
Miała równie tyle zwolenników co przeciwników - ci ostatni zarzucali jej zbytni patos, przeładowanie jej poezji ozdobnikami, które miały zatuszować miernotę wierszyków. Anonimowy złośliwiec napisał:
Smutno kiedy Deotyma
Na natchnienie się nadyma.
A tu obok cicho skomli
Tkliwy wierszyk Syrokomli"

I chociaż  poezja była największą dumą autorki to dla współczesnego czytelnika pozostaje ona autorką "Panienki z okienka".
Akcja książki toczy się w XVII-wiecznym Gdańsku. Kazimierz Korycki jest oficerem floty wojennej. Przypadkiem poznaje młodą mieszczkę Hedwigę, wychowanicę kupca Johannesa Szulca. Żona Szulca przygarnęła maleńką sierotkę, kiedy w czasie podróży do krewnych natrafiła na gromadkę dzieci odbitych z tatarskiego jasyru. Wtedy też zaginęła Krysia, mała siostrzyczka Kazimierza i młody człowiek ma nadzieję, że jeszcze kiedyś ją odnajdzie. Szybko upewnia się, że Hedwiga nie jest jego zaginioną siostra i nic nie stoi na przeszkodzie żeby młodzi zakochali się w sobie, jednak opiekun nie myśli oddać pięknej podopiecznej polskiemu szlachcicowi.
W książce mamy właściwie wszystkie atrybuty powieści płaszcza i szpady - tajne schadzki, ucieczki, porwanie, nieoczekiwane zwroty akcji i szczęśliwe zbiegi okoliczności. Jest także pewien ukryty list - a co w nim takiego było można sie dowiedzieć po przeczytaniu utworu Deotymy.

Do "Panienki z okienka" wracam co jakiś czas, pomimo, że świetnie wiem jak potoczą się losy Hedwigi, Kazimierza, kupca Szulca czy jego sąsiadki pięknej pani Flory. Książka napisana jest pięknym językiem, akcja jest przemyślana, chociaż czasem trąci schematem - należy jednak pamiętać, że Deotyma pisała ją ponad 100 lat temu (po raz pierwszy wydano ją w 1898 roku) i wtedy bardzo korzystnie wyróżniała się na tle innych powieści dla młodzieży. To świetna powieść przygodowo-romantyczna, bez cienia dydaktyzmu tak na ów czas modnego w literaturze przeznaczonej dla młodego odbiorcy.

Małe kobietki - L.M. Alcott

Zdarzyło się kilkakrotnie, że o jakiejś książce dowiedziałam się przy lekturze czegoś innego - tak było z "Małymi kobietkami" Louisy May Alcott, które czytała Agata Abbot, bohaterka "Tajemniczego opiekuna".
Książkę, która w założeniu miała być lekturą dla dorastających panienek przeczytałam kilka lat temu jako osoba całkowicie dorosła - wcześniej nie mogłam jej nigdzie zdobyć. Przeczytałam książkę i polubiłam jej bohaterki. Jakoś niedługo potem obejrzałam ekranizację z 1994 roku i, o ile to możliwe, moja sympatia dla panien March jeszcze się pogłębiła.

Jesteśmy w Ameryce Północnej w okresie wojny secesyjnej. W Orchard House mieszka rodzina Marchów. Pan March walczy na froncie, a jego żona zajmuje się domem i wychowaniem czterech córek. Matka ma bardzo nowoczesne jak na owe czasy poglądy na wychowanie dzieci oraz na rolę kobiety w społeczeństwie, daje córkom dużą swobodę, pomaga rozwijać własne talenty i zachęca do szukania własnego miejsca w świecie. Panny March to cztery indywidualności, które pomimo dzielących je różnic bardzo się kochają i świetnie rozumieją. Najstarsza Meg jest tradycjonalistką, jej największym marzeniem jest założyć szczęśliwą rodzinę, zostać spełnioną żoną i matką. Nieco młodsza Jo to rodzinna artystka - fascynuje ją teatr, ma talent literacki i w pisaniu widzi swoją przyszłość. Jest też najbardziej niezależna z sióstr March. Z kolei Beth jest bardzo nieśmiała a jej największym marzeniem jest niesienie pomocy innym, nawet kosztem własnego zdrowia. Najmłodsza siostra Amy to jeszcze dziecko, chociaż pozuje na damę, i jak to najczęściej z najmłodszymi w rodzinie bywa jest rozpieszczona i kapryśna.

Na kartach książki śledzimy codzienne życie sióstr March, ich radości i smutki, nadzieje i rozczarowania. I chociaż książka powstała niemal 150 lat temu w dalszym ciągu może być aktualną lekturą dla młodych dziewcząt - a i dla tych starszych też. Być może dla współczesnej czytelniczki będzie ta opowieść zbytnio moralizatorska, ale trzeba pamiętać, że w okresie kiedy powstała "powieści dla dorastających panien" musiały nieść ze sobą wartości wychowawcze - to samo można dostrzec w uwielbianej przez większość młodszych i starszych czytelniczek "Ani z Zielonego Wzgórza", która chociaż powstała sporo później, to jednak napisana jest w bardzo podobnej konwencji.
Autorce udało się stworzyć wiarygodnych bohaterów, a przez to, że każda z dziewcząt jest inna czytelniczki mają większą możliwość utożsamienia się z którąś z nich.
Prosty język, nieco staroświecki urok i ciekawe postacie stworzone przez autorkę sprawiają, że książka jest idealną lekturą na długie wieczory lub leniwe popołudnia...

środa, 14 marca 2012

Złota Elżunia - Eugenia Marlitt

 

Wyjątkowo polska okładka mnie nie odrzuciła - miałam tę środkową - ładna reprodukcja, do tego pasująca do treści. Chociaż i tak stare niemieckie wydania robią większe wrażenie:


Eugenia Marlitt
Złota Elżunia
Goldelse, 1866
Wyd. Siedmioróg 1998


Złotowłosa Elżunia to szesnastolatka, bardzo utalentowana muzycznie, która wraz z rodzicami i młodszym braciszkiem Waciem przeprowadza się do starego zrujnowanego zamku, który jej matka otrzymała w spadku. Nowa siedziba, zagubiona w środku lasu, okazuje się równie romantyczna co przygody, które czekają Elżunię. Dziewczyna zaprzyjaźnia się z kaleką dziedziczką z pobliskiego dworu, ale zyskuje zaprzysięgłego wroga w jej kuzynce (i nie tylko w niej). Dziedzic, wielbiciel archeologii, który właśnie powraca do dworu wywiera na Elżuni mieszane wrażenie i nie wiadomo, czy to będzie przyjaźń, czy kochanie, czy może nic nie będzie. Jakby tego było mało, malownicze ruiny okazują się kryć rozwiązanie zagadki pochodzenia rodu Elżuni.

Bardzo sympatyczna książeczka i sympatyczna bohaterka, miło się czytało, chociaż gorący romans między "szesnastką" a mężczyzną prawie 40-letnim trochę mi zgrzytnął. Czasy się jednak troszkę zmieniły ;)
 

Stare niemieckie ilustracje do "Złotej Elżuni"


To co mnie natomiast zdumiało, to dziwnie propolskie hasła w tej książce. Dziwnie - bo pisarka była Niemką, we własnym kraju popularną. Tymczasem wszyscy pozytywni bohaterowie noszą polskie nazwiska i często pojawiają się uwagi dotyczące gnębienia i uciskania polskości przez Niemców. Panny grają Chopina, a śpiewają pieśni Moniuszki. Powieść wydano w 1998 r., ale na podstawie wydania z 1930 r. Mam poważne wątpliwości, co do wierności ówczesnego przekładu. Podejrzewam, że postąpiono z oryginałem dość swobodnie, dokonując luźniejszej adaptacji na grunt polski, od niedawna niepodległy, a Niemcom wrogi. Niestety nie znam języka niemieckiego, więc mierzyć z oryginałem  się nie będę, ale sprawdziłam, że nazwiska występują w nim niemieckie. Podejrzewam więc, że polskie pochodzenie bohaterów oraz jego konotacje zostały wyssane z palca tłumaczki. Szkoda jednak, że współczesnych wydań nie dokonuje się na podstawie oryginałów.

Z ciekawostek - bohaterka "Złotej Elżuni" pięknie grała na pianinie. Autorka także studiowała muzykę, ale straciła słuch i zajęła się literaturą. Z pożytkiem dla tej ostatniej.