Ogromnie żałuję, że nie miałam okazji przeczytać "Zaczarowanych baletek" w dzieciństwie, bo książka jest naprawdę urocza. A że jako dziewczynka miałam obsesję na punkcie baletu, pewnie spodobało mi się podwójnie. Chociaż, wbrew tytułowi, balet nie jest wcale głównym tematem tej powieści. A baletki wcale nie są zaczarowane. Ale zacznijmy od początku...

Tymczasem dziewczynki dorastają, a zasoby finansowe nikną. W obliczu nędzy konieczne staje się zapewnienie dzieciom źródła utrzymania i w ten sposób dziewczęta trafiają do szkoły teatralno-tanecznej, a stamtąd - na scenę. Każda ma jakiś talent: Paulina - aktorski, Pusia - baletowy, a Piotrowna... cóż, Piotrowna ma nieprzydatny zupełnie na scenie talent do sprzętów mechanicznych...
Noel Streatfeild przez 10 lat występowała w teatrze. Pisała więc o tym, na czym się znała od podszewki, czy może raczej - od kulis. Sama nigdy za kulisami prawdziwego teatru nie byłam (zwłaszcza angielskiego i to w latach 20.), dlatego z wielkim zaciekawieniem chłonęłam doskonale odmalowane detale. Dziewczęta są wyraziste i urocze, a ich losy ciekawe, czego można chcieć więcej?
W oryginale książka ma tytuł "Ballet shoes", czyli po prostu 'baletki', nie wiem, czemu polski wydawca dorzucił słowo 'zaczarowane', bo nijak się to ma do treści. Inna sprawa, ze i oryginalny tytuł nie oddaje wiernie zawartości, ale za to zapoczątkował całą "butową" serię. Następne w kolejności były "Tennis shoes", potem "Circus shoes", "Theater shoes" itd. Niestety w Polsce wydano tylko jeszcze jedną książkę pt. "Złota jabłoń" ("Apple Bough", wydana też jako "Travelling shoes"), ale mam nadzieję, że pozostałe uda mi się poznać w oryginale.
"Zaczarowane baletki" zostały co najmniej dwukrotnie zekranizowane - jako miniserial z 1975 r. oraz film z 2007 r. z Emmą Watson, który recenzowałam na moim blogu.
Polecam gorąco.
Noel Streatfeild, Zaczarowne baletki (Ballet shoes), Rytm, 1997.
Ooo, i już mam odpowiedź - obejrzę sobie film. Dzięki!
OdpowiedzUsuńWłaśnie takiej książki szukałam! Od jakiegoś czasu ćwiczę rekreacyjnie balet i bardzo mnie zafascynowało życie baletnic. Szukałam polskich blogów pisanych przez takie dziewczyny, ale niewiele ich jest. Dzięki za notkę:-)
OdpowiedzUsuńPanna Emilka - w takim razie polecam "Annę - zaczyna się nowe życie" Justusa Pfaue i kolejne dwie części: "Anna balerina" i "Brawo Anno". W "Zaczarowanych baletkach" więcej jest aktorstwa niż baletu.
OdpowiedzUsuńJest też książka "Baletowa rodzina" Mabel Esther Allan, ale tej nie czytałam, więc nie wiem, ile w niej tańca. Pozdrawiam :)
W Baletowej rodzinie jest mnóstwo baletu i jego kulis oraz świetnie pokazane światy baletu i nie-baletu. Mądra głęboka książka nie tylko dla nastolatek
UsuńAleż wielką przyjemność mi zrobiłaś przypominając o tej książce. Nie miałam pojęcia, że została zekranizowana. Częstym będę u Ciebie gościem. Pozdrawiam;).
OdpowiedzUsuńBardzo lubię film na podstawie tej książki. :)
OdpowiedzUsuńZarówno książka jak i film są dopiero przede mną, ale naprawdę dziwię się, że nie czytałam "Zaczarowanych baletek" jako dziewczynka. Byłam zakochana w "Małej księżniczce" czy "Ani z Zielonego Wzgórza", a te 'baletki' mi jakoś umknęły.
OdpowiedzUsuńWiem! Musiało ich po prostu nie być w mojej bibliotece, bo całą resztę połknęłam ;)
Naprawdę świetny blog i pomysł, a listy książek to po prostu majstersztyk. Jeszcze raz Ci gratuluję! :)
Marietta - do usług i zapraszam. Jeszcze wiele pięknych książek przed nami :)
OdpowiedzUsuńLena - mnie też się bardzo podobał, a oglądałam go jeszcze przed przeczytaniem oryginału. Jest dość wierny, z wyjątkiem nieistniejącego w książce wątku romansowego.
Przyjemnostki - miałam ten sam problem - nie było książki w mojej bibliotece. Ale nigdy nie jest za późno, żeby nadrobić braki ;)
Bardzo dziękuję, chociaż pomysł bloga padł najpierw ze strony Agnesto i Mery, bo ja początkowo myślałam tylko o cyklu na moim blogu.
A robienie list było sporą frajdą, chociaż czasochłonną :)
Nie znam "Baletek", ani autorki. Jak dobrze,że dzięki sobie nawzajem możemy odkryć tyle nieznanych nam do tej pory książek.
OdpowiedzUsuńA, miło mi, że się przyczyniłam do powstania tegoż miejsca ;-)
Pozdrawiam ;-)
Agnesto - ja też się bardzo cieszę, że wyszłaś z takim pomysłem, sama pewnie bym się nie zdecydowała :)
OdpowiedzUsuńNie czytałam "Zaczarowanych baletek", ale o ile pamięć mnie nie myli wspomina o nich główna bohaterka filmu "Masz wiadomość" Nory Ephron. Poszukam jej w naszej bibliotece.
OdpowiedzUsuńJestem pewnie jedyną kobietą na świecie, która nigdy nie oglądała "Masz wiadomość", więc niestety nie wiem, czy wspomniano tam o "baletkach" ale jest to możliwe, bo już mi ktoś o tym pisał :)
Usuń