poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Klasyka Pięknie Wydana - Seria Mistrzowie Ilustracji (Wydawnictwo Dwie Siostry)

Cykl rozpoczynamy serią podwójnie klasyczną - klasyczny jest tekst i klasyczne są ilustracje, ale wydanie nowe. Mowa o serii Mistrzowie Ilustracji, wydawanym przez Wydawnictwo Dwie Siostry.

W ramach serii ponownie ukazują się książki, które po raz pierwszy zostały wydane w Polsce w latach 60-80. (w większości przez Naszą Księgarnię) i zaginęły gdzieś w mroku bibliotecznych półek z etykietką "staroci". A szkoda, bo ilustrowane były przez wyborowych polskich ilustratorów, w większości już nieżyjących: Jana Marcina Szancera, Bohdana Butenkę, Marię Orłowską-Gabryś, Zbigniewa Lengrena, Annę Kołakowską, Jerzego Flisaka, Danutę Konwicką, Mirosława Pokorę, Teresę Wilbik, Krystynę Witkowską, Zbigniewa Rychlickiego, Gabriela Rechowicza, Eryka Lipińskiego i Janusza Stannego.

Chwała Dwóm Siostrom za te wznowienia, w dodatku w niewielkim formacie, przyjaznym dla małych dłoni (15 x 18,5 cm) i w twardej oprawie. Seria obecnie liczy 22 tomy, ale wydawnictwo obiecuje, że będzie się rozrastać.

W ramach serii wydano:

Trzy tomy ze szwedzkiego cyklu Åke Holmberga o prywatnym detektywie Ture Sventonie, ilustrowane przez Annę Kołakowską.




Trzy tomy o polskim detektywie Nosku autorstwa Mariana Orłonia, z ilustracjami Jerzego Flisaka.



"Malutką czarownicę"  Otfrieda Preusslera, która jest mi szczególnie droga, bo to jedna z ukochanych lektur mojego dzieciństwa - mam jeszcze w domu oryginalne wydanie z 1986 r. Ilustrowała Danuta Konwicka.







Kolejna lektura z serii ukochanych, czyli "Klementyna lubi kolor czerwony" Krystyny Boglar z fenomenalnymi ilustracjami Bohdana Butenki.








 "Babcię na jabłoni" Miry Lobe z ilustracjami Mirosława Pokory.
"Czarodziejski młyn" Aliny i Jerzego Anafasjewowów z ilustracjami Teresy Wilbik.
 "Cukiernię pod Pierożkiem z Wiśniami" Clare Compton z ilustracjami Marii Orłowskiej Gabryś.
 "Gałkę od łóżka" Mary Norton z ilustracjami Jana Marcina Szancera (uwielbiam!).
I kolejną powieść detektywistyczną, czyli "Joachima Lisa" Ingemara Fjella z ilustracjami Teresy Wilbik.
 "Maleńską Panią Flakonik" Alfa Proysena z ilustracjami Krystyny Witkowskiej.
 "Michałka z pudełka od zapałek" Ericha Kastnera z ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego.
 "Odwiedziła mnie żyrafa" Stanisława Wygodzkiego z ilustracjami Mirosława Pokory.
 "Pana Poppera i jego pingwiny" Richarda Atwatera z ilustracjami Zbigniewa Lengrena.
 "Raz czterej mędrcy" Antoniego Marianowicza z ilustracjami Janusza Stannego
 "Śniadanie króla" A.A. Milnego z ilustracjami Eryka Lipińskiego










"30 lutego" Wandy Chotomskiej z ilustracjami Mirosława Pokory
 "Wielką, większą i największą" Jerzego Broszkiewicza z ilustracjami Gabriela Rechowicza










"Zwierzyniec państwa Sztenglów" Very Ferry-Mikury, ilustrowany przez Jerzego Flisaka.


Wybrane ilustracje można podejrzeć na stronie wydawnictwa. A na innej stronie (TU - u dołu strony) można znaleźć "kreatywne kolorowanki"do pobrania - na podstawie ilustracji z kilku tomów serii.

.

sobota, 5 kwietnia 2014

Przypadki jejmościanki Małgorzaty (Małgosia kontra Małgosia - Ewa Nowacka)

Zaczytywałam się w dzieciństwie książkami z serii Klub Siedmiu Przygód, zaczytywałam się "Godziną pąsowej róży" Marii Kruger, więc nie mam pojęcia czemu nie natrafiłam nigdy na powieść Ewy Nowackiej. Wielka szkoda! Z pewnością stałaby się jedną z moich ulubieńszych. Cieszy mnie bardzo, że ta powieść jest wciąż wznawiana - ostatnio 3 lata temu, przez Naszą Księgarnię - a książka przecież nie taka młoda, bo w przyszłym roku skończy 40 lat.




Powieść oparta jest na znanym pomyśle przeniesienia bohaterki w czasie - w przeszłość, podobnie jak w - chyba bardziej znanej - "Godzinie pąsowej róży". O ile jednak Anda przeniosła się z lat 60. XX wieku na koniec wieku XIX, to Małgosię czekała dłuższa podróż - cofnęła się w czasie aż o 300 lat, do okresu panowania Jana III Sobieskiego. Różnic jest więcej. Anda wylądowałą w tej samej rodzinie, w której wychowywała się współcześnie - rodzice, siostra i brat - choć mieli oni mentalność XIX-wieczną i innej rzeczywistości nie pamiętali. W roli deux-ex-machina wystąpiła piękna ciotka Eleonora (naprawdę żyjąca w tamtych czasach, dla współczesnej Andy jakaś praprapraciotka). Tymczasem w życie Małgosi wtrąciła się siła nadprzyrodzona, by nie powiedzieć nieczysta, niejaki dytko. Podmienił on miejscami Małgosię z lat 70 XX wieku i Małgosię z lat 70 wieku XVII. W ten sposób współczesna Małgosia, dość rozpuszczona pannica z 8 klasy, mieszkająca z matką w małym mieszkanku, znalazła się nagle w dworku, niezbyt bogatym, gdzie większość prac spadała na barki zubożałych mieszkanek, czyli surowej matki, pobożnej ciotki Franciszki i dwóch Małgosinych sióstr, Klary i Dorotki. A przejrzawszy się w lustrze ujrzała nasza bohaterka obcą twarz, pulchną i z loczkami, wciśniętą w suknię z gorsetem i sztywną kryzą.

Szczęśliwie dytko zadbał o swą ofiarę, wyposażając ją w wiedzę (niezbyt niestety dokładną) o obowiązujących obyczajach i znajomość ówczesnej polszczyzny - były to w końcu czasy, w których dziwnie (dwudziestowiecznie) zachowująca się niewiasta miałaby szansę trafić na stos jako czarownica. Dość rogaty charakter Małgosi sprawił niestety, że tak czy inaczej udawało jej się wprawiać otoczenie w konsternację, a nawet trwogę, co kończyło się puszczaniem krwi i egzorcyzmowaniem biedaczki. Bałam się, że cała powieść będzie polegała na ładowaniu się bohaterki w tarapaty przez jej niedostosowanie - a to byłoby zbyt podbne do "Godziny pąsowej róży". Na szczęście, Małgosia w bólach, ale przystosowała się (choć tylko na zewnątrz) i spróbowała zapanować nad niewesołą sytuacją jejmościanki, w którą się wcieliła. Jak się okazało, jejmościance Małgorzacie dziadek zapisał w testamencie cały spadek (z pominięciem matki i starszych sióstr - co nie przysporzało jej zresztą sympatii tych ostatnich, siejących rutkę ze względu na brak posagu). Matka postanowiła wydać ją korzystnie za mąż, z nadzieją, że po ślubie i otrzymaniu spadku zadba o posagi sióstr. A kandydat do ręki trafił się akurat nadzwyczaj dobry, zamożny i na stanowisku. Spłoszona Małgosia tuż po przenosinach w wiek XVII, całkiem oszołomiona, ujrzała przed sobą swego rzekomego narzeczonego, w postaci staruszka z krzywą szyją... A tu tymczasem w sąsiedztwie mieszka uroczy Joachimek, u wuja we dworze hołubce wycina przystojny pan Władysław, a sam wuj niespecjalnie ma chęć rozstawać się z Małgosinym spadkiem, nad którym sprawuje pieczę. No i sytuację z siostrami trzeba jakoś naprostować... A pani matka ciężką rękę ma, i chłosty za przewiny mogą się trafić. Nie, moi drodzy, różowo nie jest.

Ech, dzieje się w tej książce, dzieje, nie sposób wszystkiego opowiedzieć, zresztą lepiej przeczytajcie sami. Podobały mi się bardzo przygody Małgosi, podobał mi się szalenie stylizowany język, opis ówczesnych obyczajów (choć nie należy traktować powieści jak podręcznika historii). Żeby nie było tak słodko - nie podobał mi się całkiem charakterek Małgosi. Anda to była sympatyczna wariatka, a ta... Powieść zaczyna się sceną, w której Małgosia (współcześnie) okłamuje matkę, w bardzo brzydki sposób, nie odczuwając przy tym niemal żadnych wyrzutów sumienia, a nawet pewną dumę, że tak jej się świetnie udało. Co za paskudna dziewczyna, szczerze ją znielubiłam, co najmniej na pół książki. Co najgorsze, gdyby doszukiwać się książce morału, okazałoby się, że jej bezczelny charakterek doczekał się nagrody i pochwał... Drugim zgrzytem dla mnie jest próba wytłumaczenia na koniec, czemu też Małgosia się w wieku XVII właściwie znalazła. Cóż, dla zjawisk nadprzyrodzonych wyjaśnień nie ma i lepiej było to pozostawić w ten sposób. Autorka jednak stara się wszystko logicznie uzasadnić, podczas gdy już samo istnienie dytka logice przeczy. Tak czy inaczej - z czystym sumieniem polecam.

środa, 2 kwietnia 2014

Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci


Dziś Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci, obchodzony w rocznicę urodzin Hansa Christiana Andersena. Mam nadzieję, że przy tej okazji pamiętaliście o wyciągnięciu z regału swojej najulubieńszej książki sprzed lat i poczytaniu jej swoim pociechom lub - swojemu wewnętrznemu dziecku. A ja życzę Wam i sobie byśmy zawsze potrafili zatracić się bez reszty w dobrej lekturze, zabłądzić w Narni, Stumilowym Lesie lub w Krainie Czarów, zapomnieć, że istnieje jakaś rzeczywistość poza nimi - tak jak to potrafią dzieci.