Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jansson Tove. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jansson Tove. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 września 2014

Kometa nad Doliną Muminków - Tove Jansson

Cóż to za przerażająca lektura. Chyba świeża pamięć okropieństw wojny - powieść ukazała się w 1946 r. - wywarła na nią silny wpływ. Zaczyna się uroczym domkiem w zielonej dolinie, Muminkiem i Ryjkiem psocącymi wesoło, Mamusią Muminka uprawiającą ogródek i Tatusiem Muminka budującym most na rzeczce.

A dalej... Wszystko pokrywa się okropnym szarym pyłem, do Ziemi zbliża się kometa, rzucając na świat upiorny czerwony blask, wysychają rzeki i jeziora, wysycha nawet morze, zostawiając za sobą grząskie błoto i rybki trzepoczące się z otwartymi pyszczkami, upał staje się nie do wytrzymania. Zderzenie jest nieuniknione, znana jest nawet data i godzina, wszyscy mówią o zagładzie, a Muminek i jego przyjaciele rozpaczliwie starają się wrócić do domu, do Mamusi i Tatusia, zanim świat się skończy.

Jednocześnie jest to przeurocza lektura, choćby dlatego, że w obliczu zagłady Mamusia Muminka piecze tort, a Tatuś wykopuje z ogródka jej ukochane żółte róże, żeby wraz z całym dobytkiem ukryć je przed niszczycielską siłą komety. Razem tworzą dom, w którym wszystkie małe zwierzątka, a także mali i duzi czytelnicy, czują się bezpiecznie, bez względu na grożące im niebezpieczeństwa. Na tym chyba polega magia świata Muminków do którego zamierzam niedługo powrócić, z nadzieją na tom bez kataklizmów.

poniedziałek, 22 września 2014

Małe trolle i duża powódź - Tove Jansson

Zachwyciłam się ostatnio najnowszym wydaniem serii o Muminkach, o tym:

...i dostałam je od męża na imieniny. Człowiek nigdy nie jest za stary na czytanie książek dla dzieci, a na Muminki zwłaszcza.

Bo moja teoria jest taka, że Muminki wcale nie są lekturą dla dzieci... Dziecko nie zrozumie i nie doceni wszystkich smaczków, tego rewelacyjnego odwzorowania ludzkich charakterów ubranych w bajkowe kostiumy. Być może zresztą teoria ta wzięła się ona stąd, że jako dziecko wcale się z tymi książkami nie zetknęłam. Owszem, oglądałam dobranocki z Muminkami - wersję rysunkową tolerowałam, wersji z animowanymi kukiełkami nie znosiłam. Dopiero na studiach zdecydowałam się zapoznać bliżej z klasykiem - przyjaciółka wygrzebała więc dla mnie z półki jedyny tom, jaki udało jej się znaleźć, a była to Dolina Muminków w listopadzie. Bardzo mi się spodobało, ale odczuwałam silny niedosyt, ponieważ w książce o Muminkach zabrakło...Muminków. No i jakoś tak się nam nie składało z tłuściutkimi trollami, więc dopiero teraz, po trzydziestce, mam okazję zapoznać się z całą serią, od pierwszego tomu poczynając.

A pierwszy tom pt. Małe trolle i duża powódź mógłby mnie całkiem zrazić do dalszej lektury, gdybym już tego i owego o serii nie wiedziała, i gdyby nie zamieszczny w moim wydaniu wstęp Autorki - geneza powstania książki okazała się ważna dla jej odbioru.

Otóż, Tove Jansson napisała swoje pierwsze opowiadanie o Muminku w roku 1939, w ponurych czasach, kiedy świat rozpadał się na kawałki. Chciała zanurzyć się na chwilę w fantazji, w krainie "dawno, dawno temu", stworzyła więc swojego bohatera, małego trolla Muminka, i wrzuciła go w jeszcze nieokreśloną bajkową rzeczywistość, inspirowaną ulubionymi lekturami - Juliuszem Vernem i Collodim. Mamy więc zaczątek przyszłego klasyka, ale przedziwnie zmiksowany z powieściami całkiem odmiennymi stylem. Stąd troll spotyka wróżkę o błękitnych włosach (Collodi) i kogoś w stylu kapitana Nemo, co - powiedzmy sobie szczerze - pasuje bardzo średnio.

Wojna światowa kłądzie się poważnym cieniem na akcji tej niedługiej książeczki. Pierwsza część jest bardzo mroczna - mamy tu ponury las, potwory, przerażonego zwierzaczka (przyszłego Ryjka) i wielką powódź, która zalewa cały świat. A przede wszystkim mamy małego Muminka, który wędruje przez straszny świat ze swoją Mamą w poszukiwaniu miłego i ciepłego miejsca, gdzie można by zbudować dom. Tatuś Muminka jakiś czas temu odpłynął z Hatifnatami i słuch po nim zaginął, a Mama i Muminek mają niewielką nadzieję na to, że jeszcze się kiedyś spotkają. Bardzo łatwo to wszystko przełożyć na rzeczywistość wojenną.

Na szczęście wszystko kończy się dobrze, wojna też się kończy i w 1945 r. pisany do szuflady utwór ukazuje się drukiem. A rok później ukazuje się ciąg dalszy pt. Kometa nad Doliną Muminków, tym razem już z "prawdziwą" Doliną Muminków, z kultowymi postaciami Włóczykija, Ryjka, panny Migotki, i uwierzcie mi - to dopiero jest prawdziwie przerażająca powieść. Koszmary nocne gwarantowane... Ale o tym  - następnym razem.


środa, 16 maja 2012

Małe trolle i wielka powódź - Tove Jansson


 „Małe trolle i dużą powódź” to pierwsza historia, w której pojawił się Muminek i jego Mama, Tatuś jako porzucający rodzinę wielbiciel przygód i mały zwierzaczek kropka w kropkę przypominający przyszłego Ryjka. Wszystko w tym opowiadaniu jest jeszcze szkicem, zapowiedzią przyszłego rozwoju. Zaczyna się w stylu, do którego przywykliśmy:
Musiało być już późne popołudnie, gdzieś pod koniec sierpnia, kiedy Muminek i jego Mama weszli w samo serce wielkiego lasu. Było całkiem cicho i tak ciemno między drzewami jak po zapadnięciu zmroku. Tu i ówdzie rosły olbrzymie kwiaty świecące własnym światłem niczym migotliwe lampy, a głęboko wśród cieni poruszały się małe bladozielone punkciki.
Dalej jednak autorka jeszcze nie umie (a może nie chce, jak wynikałoby z jej wstępu) oderwać się od elementów konwencjonalnej baśni, wprowadzając bohaterów zupełnie niepasujących do historyjki o trollach: jakąś kwiatową wróżkę w typie Calineczki, Starego Pana z ogrodem stworzonym ze słodyczy (anty-Baba Jaga to miała być?), Marabuta w okularach. Nawet rysunki są jeszcze niepewne, Muminkom brakuje charakterystycznych krągłości, a Mamę Muminka chyba tylko po torebce poznać można w okładkowej jędzy z trąbą słonia, wrzeszczącej na stadko przysadzistych Hatifnatów. 
Jak na niewiele ponad pięćdziesiąt stron rzadkiego tekstu dzieje się zdecydowanie za dużo i nieco za szybko, szczególnie dla przyzwyczajonych do dużo wolniejszego rytmu innych książek o Muminkach. Nie napiszę więc, że zdecydowanie polecam. Ale przeczytać warto, żeby dowiedzieć się, jak to z tymi Muminkami było.

Tove Jansson, Małe trolle i duża powódź, tłum. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia 1997.