Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbiór opowiadań. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbiór opowiadań. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 kwietnia 2013

Arthur Conan Doyle, Przygody Sherlocka Holmesa.

Sherlocka Holmesa nikomu chyba nie trzeba przedstawiać. Postać stworzona przez szkockiego pisarza sir Arthura Conan Doyle’a, mimo upływu lat, a nawet wieku, cieszy się nieustanną popularnością a czytanie przygód z jego udziałem- nadal powodzeniem. Sherolcka Holmesa jest bohaterem czterech powieści i 56 opowiadań. Holmes jest detektywem – geniuszem, który w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych posługuje się metodą dedukcji. Swoje śledztwa opierał na umiejętności obserwacji i znajomości między innymi chemii, psychologii i matematyki. Najlepszym przyjacielem Holmesa jak i kronikarzem jego przygód był doktor Watson. I to on jest narratorem wszystkich opowiadań. Obaj panowie mieszkali przez jakiś czas przy ulicy Baker Street 221b, a ich gospodynią była pani Hudson.


Na książkę złożyły się opowiadania: Tajemniczy pacjent ( klientem jest Percy Trevelyan lekarz znany z umiejętności leczenia katalepsji), Wampirzyca z hrabstwa Sussex ( Holmes otrzymuje listy dotyczące wampirów, klient Robert Ferguson twierdzi, że jego żona wysysała krew ich synka), Sherlock Holmes i historia sekretnych planów ( do Holmesa przyjeżdża jego brat Mycroft w sprawie Cadogana Westa), Sześć popiersi Napoleona (włamania mające na celu niszczenie wizerunków Napoleona), Tragedia w Dartmoor (o stajniach King’s Pyland i śmierci Johna Strakera), Diabelska Stopa (o tym, co się wydarzyło, gdy przyjaciele gościli w małym domku niedaleko Zatoki Poldhu, na dalekim skraju Półwyspu Kornwalijskiego), Trzech Garridebów ( sprawa związana z Johnem Garriedebem).


Każde z opowiadań wskazuje na rok, w jakim dana sprawa, którą rozwiązywał Holmes miałaby mieć miejsce. Książka zawiera nieliczne opowiadania, ale można z nimi przyjemnie spędzić czas. w dodatku książka została wydana w ładnej oprawie graficznej.
 

Arthur Conan Doyle, Przygody Sherlocka Holmesa, wydawnictwo Skrzat, przełożył : Łukasz Rudnicki, ilustracje: Suren Vardanian, seria: Klasyka z feniksem, wydanie 2011, kategoria wiekowa: 10+, okładka twarda, stron 232.
 

niedziela, 27 stycznia 2013

Ze wspomnień Samowara - B. Hertz

Wyd. Czytelnik 1961
Mało kto dziś pamięta o Benedykcie Hertzu (1872 -1952). Zawdzięczamy mu m.in przekład bajek Kryłowa, satyry, utwory dla dzieci.
"Ze wspomnień Samowara" - pod tym uroczym tytułem kryje się zbiór opowiadań, opartych na wspomnieniach autora z dzieciństwa i szkolnych czasów. 
Samowar to przezwisko nadane przez kolegów z klasy, wzięło się ze skojarzenia krępej i niskiej sylwetki chłopca z naczyniem do przyrządzania herbaty.
Narrator w gawędziarskim stylu, z humorem opowiada o dziecięcych zabawach, radościach i rozczarowaniach, o szkolnych perypetiach, o wagarach, ściąganiu, dokazywaniu na lekcjach, bójkach,  wysiadywaniu kurcząt, o polowaniu na pastowane prosię, o gorzkich migdałach, o  pływackiej brawurze i koleżeńskich postawach. Wspomina znakomitego pedagoga Adolfa Dygasińskiego, który uwrażliwiał wychowanków na piękno przyrody.
Przygody Samowara są zabawne,ale i naukę z nich wyciągnąć można, choć Hertz nie moralizuje i kazań nie prawi. 
Książeczka  to stara i  niewielka, ale skarb wielki. Literacka pamiątka minionej epoki.
Lektura budzi dziwne uczucie, tak jakoś chce się westchnąć, ech, gdzie te niegdysiejsze śniegi... gdzie te czasy, gdy dzieci bawiły się w odsiecz wiedeńską albo inszy Grunwald, gdy miecz z patyka i tarcza z tektury były podstawowym wyposażeniem małych rycerzy, a pudełko po lekarstwach stanowiło pożądaną zabawkę, gdy wymieniano się znaczkami i kawałkami sznurka, gdy w szkole pisano stalówką,  za karę uczeń zostawał "w kozie".. gdy rodzynki i migdały były tylko od święta, a zostać dorożkarzem było marzeniem niejednego chłopca...
Ze słów wartych ocalenia zapadło mi w pamięć jedno - 'wisus'. Kto dziś używa takiego wyrazu... 
Ba, nie wiem, czy i 'samowar' w dzisiejszych czasach jest dla wszystkich zrozumiały... Wznowienie tomiku Herzta - dla kolejnych pokoleń - musiałoby być opatrzone przypisami.

wtorek, 3 lipca 2012

Ania z Wyspy Księcia Edwarda - L.M. Montgomery


"Ania z Wyspy Księcia Edwarda" L.M. Montgomery ukazała się całkiem niedawno jako "ostatni, cudem odnaleziony tom cyklu o Ani". Dość szybko ukazało się, że włączenie książki do serii jest nadużyciem. Jest to raczej zbiór opowiadań i to nie tych najlepszych. Co więcej, Ania, Gilbert i ich dzieci nie są bohaterami żadnego opowiadania. W niektórych pojawiają się postaci z cyklu o Ani, ale najczęściej o rodzinie Blythe'ów tylko się wspomina (stąd angielski tytuł "The Blythes are quoted").  Pomiędzy opowiadaniami umieszczone są wiersze "autorstwa" Ani i jej syna Waltera (naprawdę L.M. Montgomery) - i przy nich pojawiają się króciutkie dialogi między członkami rodziny Blythe'ów. W rozmowach tych nie pada jednak nic nowego - są to niemal wyłącznie odniesienia do  wydarzeń z wcześniejszych tomów.

Bohaterami opowiadań są  mieszkańcy Glen St. Mary, którzy poza przeżywaniem swoich perypetii (na ogół romasowo-matrymonialno-dziecięcych) mają istną obsesję na punkcie rodziny Blythe. Co drugie zdanie pojawiają się powołania typu "tak mówi doktor Blythe, tak uważa doktorowa, która jest piękną i przemiłą kobietą, to mówiła mi Zuzanna Baker". Bardzo szybko staje się to po prostu irytujące. Gdzieś w jednej czwartej tomu byłam w stanie szczerze znienawidzić Anię, Gilberta, Zuzannę i całą progeniturę. 

Podobno L.M. Montgomery po prostu zebrała różne swoje opowiadania - opublikowane w gazetach i te nigdy nie wydane, powplatała wzmianki o Ani, przełożyła "jej" poezją i zaniosła wydawcy. Rozumiem obecny pęd do wydania ostatniego dzieła pisarki w takiej postaci, w jakiej chciała je widzieć - można to uznać za rodzaj hołdu. Jednak reklamowanie tego jako ostatniego odnalezionego tomu Ani ("niepublikowany wcześniej ostatni tom przygód Ani z Zielonego Wzgórza" - cytat z okładki polskiego wydania) jest bzdurą podyktowaną chyba chęcią wyciągnięcia pieniędzy od fanów cyklu (na "Blythe'ów" mogliby się nie złapać).

"W ostatnim tomie głównymi tematami stały się wcześniej tylko luźno poruszane przez pisarkę tematy: zdrada, niechęć do kobiet, zemsta, rozpacz, starość i śmierć. To zdecydowane odejście od klimatu poprzednich części" (stąd). Rzeczywiście nie przypomina to poprzednich części Ani z Zielonego Wzgórza, ale w innych opowiadaniach te tematy się pojawiały. Tu może rzeczywiście są nieco silniej zaznaczone, ale bez sensacji. Skala mroczności nieco wzrosła w drugiej, krótszej części (tom podzielony jest na dwie części - pierwsza dotyczy czasów sprzed I wojny światowej, druga - po niej). Miałam wrażenie, że po prostu opowiadania te powstały później niż "Ania", kiedy o niektórych sprawach można było mówić i pisać śmielej.

To, co mną wstrząsnęło najbardziej, to nie morderstwa i nieślubne dzieci. W ostatnim opowiadaniu pojawiają się imiona wnuków Ani i Gilberta - w to aż nie chce się wierzyć, bo jak Ania mogłaby być czyjąś babcią! Najdziwniejsze jednak wrażenie robi wspomnienie Holokaustu. Ania Shirley i Holokaust wymienione jednym tchem, to jak zderzenie galaktyk z równoległych światów - niemożliwe.

Wracając jeszcze do praktyk polskiego wydawcy, to poza tytułem i reklamą przyczepię się jeszcze do niedbalstwa w imionach. Narzeczona Kuby Blythe'a (najstarszy syn Ani, ja go znałam pod imieniem Jim, a oryginalnie to Jem - skrót od James Matthew), córka pastora Mereditha, występuje czasem pod oryginalnym imieniem Faith, a czasem jako Flora... Ja wiem, że to ta sama osoba, ale ktoś nie oblatany w twórczość Montgomery chyba się nie połapie. Ponieważ część opowiadań wydana w tym tomie ukazała się wcześniej pod tytułem "Spełnione marzenia", przypuszczam, że po prostu przedrukowano je, a nowe fragmenty przetłumaczono, pozostawiając imiona w oryginale, i rezultatem był mały chaos. Może brakuje im w wydawnictwie moli książkowych, które znają poprzednie części cyklu...

"Spełnione marzenia" - wcześniejsze,
niepełne wydanie
"Ani z Wyspy Księcia Edwarda"



Z innych błędów - w posłowiu na końcu książki  jest w przypisie zdanie "W ostatnim opowiadaniu "Spełnione marzenia", którego akcja toczy się w trakcie drugiej wojny światowej, Susette i Dick wspominają dziecięce przygody z wnukami Ani i Gilberta, co jest niemożliwe w świetle książkowej chronologii." Susette i Dick wspominają imiona Jima/Kuby, Nan i Di, więc chodzi o dzieci, a nie wnuki, Ani i Gilberta... (s. 588). Drażnią mnie takie nieścisłości, zwłaszcza że nawet nie czytałam tej książki zbyt wnikliwie (wybaczcie, ale po prostu mnie znudziła) - a wydawnictwo chyba powinno pracować nad nią staranniej. 

Podsumowując, nie była to zła lektura, ale byłaby lepsza, gdybym się nie nastawiała na więcej informacji o losach Blythe'ów. W sumie czytałam przed lekturą recenzje, nieodbiegające wiele od mojej, więc już wiedziałam, czego się spodziewać - ale oczywiście i tak chciałam się przekonać osobiście. Jako zagorzała fanka nie mogłabym nie przeczytać czegoś, co pisarka złożyła do publikacji tuż przed śmiercią. 

Opowiadania są różne, niektóre lepsze, niektóre gorsze - mają przyjemny staroświecki urok, ale zbyt często opierają się na wyeksploatowanych już przez pisarkę motywach. Zaskoczona byłam chyba tylko raz - przy opowiadaniu, w którym pojawiły się: miłość bez szans na ślub, seks, nieślubne dziecko oddane do adopcji, przemoc i wreszcie morderstwo. Wszystko w jednym dziele...

Ania z Wyspy Księcia Edwarda / Blythes are quoted, L.M.Montgomery, Wyd. Literackie 2011
Spełnione marzenia / The Road to Yesterday, L.M.Montgomery, Wy d. Literackie 2009

Ten wpis ukazał się wcześniej w nieco innej postaci na moim blogu Jedz, tańcz i czytaj.