piątek, 14 września 2012

Spotkajmy się w Bangkoku - Anna Glińska

"(...) W pogodne wczesne popołudnie światło w tropikach jest tak przenikliwe, że wydobywa z morza mnóstwo kolorów, przejaskrawia je, nasyca nadmiernym blaskiem. Zaraz za otoczką śnieżnej piany, okalającej statek, smuży się drobnymi falami jasna, niemal perłowa szarość, potem gęstnieje, ciemnieje, aż przechodzi w śniade migotliwe srebro, w błękitna stal, jasny błękit, intensywny błękit, turkus, nefryt, zieleń malachitu. I całe ogromne morze od burt po horyzont błyszczy do bólu w oczach, mieni się, płonie jak od utajonego w głębi białego ognia. (...)"  

W tej książce, wydanej blisko 40 lat temu, prawie wszystko wtedy było i teraz jest egzotyką.

Było ...
Sama podróż w tak niezwykłych warunkach w czasach realnego socjalizmu, niedostępna dla większości zwykłych obywateli. Zwiedzanie (choć krótkotrwałe) portowych miast znanych tylko z lekcji geografii.
Wielobarwny świat kapitalistycznego Zachodu z jego obfitymi dobrami konsumpcyjnymi. Bajkowość Dalekiego Wschodu...

Jest...
Dla młodego czytelnika lub czytelniczki, egzotyką są dzisiaj realia tamtych czasów.
Obowiązujący ustrój i wszystko, co z niego wynikało. Cały system własności państwowej (statek i zatrudnieni na nim ludzie). Inny poziom rozwoju światowej techniki , szczególnie środki łączności.

Siedemnastoletnia Tunka płynie na polskim statku "Farys"  w swój pierwszy w życiu dalekomorski rejs.
Nie jest w szkole, chociaż to klasa maturalna i rok szkolny trwa. Decyzją dorosłych ten rejs będzie dla niej najlepszym lekarstwem po stracie ukochanej siostry bliźniaczki. Tunka nie może  odzyskać spokoju po śmierci Zazy, zadręczając się wątpliwościami, czy to przypadek przez przedawkowanie, czy świadomy wybór samobójstwa.
Czytając książkę wtedy, w tamtym czasie, czytałam o egzotycznej dla mnie narkomanii. Wydawało mi się, że to problem sztuczny, marginalny. Podobnie jak przemyt narkotyków. Co prawda szeptało się w na ucho w szkole, że jacyś tam "wąchają klej". Ale większość z nas nigdy się z tymi jakimiś nie zetknęło. Tutaj w powieści narkotyki są jednoznacznie związane z hippisami, którzy w Polsce nigdy nie byli zjawiskiem masowym.

Jako nastolatka skupiłam się przede wszystkim na postaci głównej bohaterki i  jej przeżyciach. W swej bajkowej podróży Tunka odnajduje pierwszą miłość i zapowiedź prawdziwej przyjaźni.
Bo ta opowieść właściwie jest bajką, mocno polukrowaną w dodatku.
Mimo tragedii, która dotknęła Tunkę, dalsze wydarzenia to jedno pasmo dobroci - takie kolorowe zdjęcia jak z luksusowego wtedy Polaroida.. Wszystko, co spotyka dziewczynę w czasie rejsu jest dobre, życzliwe, miłe, wesołe, zabawne, interesujące, fascynujące.
Teraz dostrzegam tę jednostronność, bo wtedy pochłonęłam książkę jak to się mówi jednym tchem.
Jest napisana żywym językiem, nie brakuje tu dowcipu i żartu, a warstwa opisowa (zarówno życia na statku, jak i oglądanych portów) naprawdę przykuwa uwagę.
Teraz nie jesteśmy w stanie obejrzeć wszystkich dostępnych filmów na wielu kanałach dzięki telewizji satelitarnej i możemy w kilka chwil odnaleźć w internecie zdjęcia i filmiki o każdym miejscu na świecie. Wtedy pozostawały książki z marnymi ilustracjami (po długotrwałym czasie wydawniczym), czasopisma "Poznaj świat", "Kontynenty" i czarno-biała telewizja z ubożuchną ofertą.

I jeszcze kilka słów o autorce.
Mam kilka książek Anny Glińskiej, ale długo zupełnie nic o pisarce nie wiedziałam. Dopiero w czasach internetowych poszukałam...  i co znalazłam?
Anna Glińska to pseudonim literacki Natalii Gałczyńskiej, żony naszego poety Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

Anna Glińska "Spotkajmy się w Bangkoku", Wydanie I, Wydawnictwo Morskie, Gdańska 1973

1 komentarz:

  1. Nie czytałam tej ksiązki.Cieszę się ogromnie,że przypominasz o takich książkach.

    OdpowiedzUsuń