czwartek, 28 czerwca 2012

Godzina pąsowej róży - Maria Krüger

"Oto Anda. Kilka miesięcy temu skończyła czternaście lat. Spotykamy ją, kiedy razem z Teresą wraca ze szkoły. Teresa to koleżanka. Po drodze zatrzymują się przed wystawą."
Tak rozpoczyna się  historia lekkomyślnego igrania z czasem,  "Godzina pąsowej róży" - opowieść z 1960 roku. Powieść dla dziewcząt? raczej unikam takiego podziału, bo nigdy nie wiadomo, co zechcą przeczytać chłopcy.

Anda, w wyniku manipulowania wskazówkami starego rodzinnego zegara, w bardzo nieodpowiedniej chwili (jak się później okazuje), przenosi się w czasie. Całe zamieszanie spowodowane było chęcią pójścia na basen przyszłej gwiazdy pływackiej.  Tu trening, a tu  zaniedbania szkolne.
A wystarczy takie małe, malutkie oszustwo z cofnięciem wskazówek zegara i można by wyskoczyć na godzinkę z domu.
Niestety, jeszcze w grę weszło stłuczone szkło w rodzinnym portrecie i kropla krwi na starej róży...
I zaskoczona Anda  odnajduje się  nagle w innym otoczeniu, w innym ubraniu... jak się dowiaduje - w latach osiemdziesiątych XIX wieku. Oprócz pięknej ciotki Eleonory, właścicieli tytułowej róży, Anda jest jedyną osobą świadomą tej zmiany w czasoprzestrzeni. Nowoczesność XX wieku znika w każdym wymiarze - nie ma elektryczności, samochodów (ani innych wynalazków ułatwiających życie), loty kosmiczne są wynalazkiem  wyobraźni niejakiego pana Verne`a, nie istnieją zmiany obyczajowe, o których wcześniej Anda nawet nie myślała. Są za to gorsety i niewygodne ubrania, powozy, kocie łby na ulicach, gazowe oświetlenie, brak łazienek, pensje dla panienek i tysiące sytuacji, w których "nie wypada".
Przeniesienie się bohaterki do minionego wieku daje doskonałą możliwość przybliżenia młodemu czytelnikowi wielu ciekawych momentów z codziennego życia: oświadczyny, przygotowania do ślubu, wypoczynek nad morzem,  a także poznania strojów, wyposażenia mieszkań, pensji dla dziewcząt...
Wraz z Andą  kilkakrotnie nagle odnajdujemy się w różnych miejscach i czasie, bo Anda nie poddaje się losowi, ale stara się powrócić do swojego XX wiek, co jakiś czas dopadając właściwego zegara.
Dzisiejszy czytelnik przeżywa właściwie podwójną podróż w czasie: książkową - wraz z bohaterką... i własną, bo współczesność Andy to czas lat 60-tych minionego już wieku.

Pamiętam pierwsze wrażenia z lektury, gdy miałam tyle samo lat, co Anda. Książka bardzo mi się podobała,  idealnie pasowała do tamtych czasów, w warstwie współczesnej była jak najbardziej współczesna.
Anda była jedną z nas, współczesną dziewczyną przeżywająca takie fantazyjne przygody.
A teraz uważam, że mimo upływu ponad pięćdziesięciu lat od czasu powstania, książka nie zestarzała się, nie jest archaiczna. Została napisana takim językiem, który wytrzymał próbę czasu. Nie ma w narracji lub w dialogach rażących przeżytków językowych. Elementy współczesności z lat 60-tych są  nakreślone ogólnie (można powiedzieć uniwersalnie), mamy je również w naszym życiu. Oczywiście w trakcie lektury natkniemy się słowa i zwroty, które już nie funkcjonują w języku codziennym: algebra (jako przedmiot w szkole), dziewiąta klasa, flakonik z atramentem, spodnie od krawca i inne.


W 1963 roku na podstawie książki powstał film (pod tym samym tytułem), który okazał się prawdziwym przebojem kinowym. Na pewno za sprawą odtwórczyni roli głównej - Andę zagrała ogromnie wtedy popularna Elżbieta Czyżewska. Z tego powodu filmowa Anda jest o kilka lat starsza. Natomiast nie wiem, dlaczego scenariusz zawiera kilka istotnych zmian w stosunku do książki. Ale to tak najczęściej bywa z adaptacjami.

Niestety nie mogę podać dokładnej daty wydania mojego egzemplarza. To książka należąca do moich ulubionych, czytana przez tyle lat w rodzinie, że kartki się rozsypują, a strona tytułowa nie wiadomo gdzie i kiedy zniknęła. Może też przeniosła się w czasie...
Na pewno była wydana po 1963 roku, na co wskazuje zdjęcie z filmu na okładce.

12 komentarzy:

  1. Uwielbiam Godzinę pąsowej róży:) Jedno mnie zawsze denerwuje w powieściach o przerzuceniu kogoś w inną epokę: uparte wypieranie tego ze świadomości i zupełny brak instynktu samozachowawczego, który każe się jak najszybciej przystosować, a nie urządzać piętrowe skandale ze zdejmowaniem gorsetu:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A chyba to naturalny odruch, taka pierwsza reakcja na szok? Niby jesteśmy już tak mądrzy i nic nas nie zdziwi, ale nie wiadomo, jakby to było.
      Nagle znajduję się w jakiejś śmierdzącej norze kilkaset lat temu, w roli pomywaczki na przykład - przystosować się, czy uciekać? :)

      Usuń
    2. Oczywiście. Przez pierwszą dobę jesteśmy w szoku, ale po urządzeniu pierwszego skandalu można się chyba zorientować, że coś jest nie tak:P Wiem, wiem, łatwo się mówi:)

      Usuń
    3. Ja chyba byłabym w strachu dłużej niż dobę i może nawet nie umiałabym się wychylić skandalicznie :)

      Usuń
    4. Też bym pewnie nie umiał się wychylić, głównie dlatego, że nie umiem grać na pianinie i nie znam słów do C'est si bon:))

      Usuń
    5. Niezapomniana książka! Sama też się często zastanawiałam, co by było, gdybym się cofnęła w czasie i myślę, że duże znaczenie miałoby to, na ile świadome by to było.
      Co innego, gdybym celowo przeniosła się jakimś wehikułem czasu, a gdybym tak znienacka wychodząc do kuchni weszła do tejże kuchni przed 50 laty czy w inne miejsca i czas... Sama nie wiem... ;-)

      Usuń
    6. Myślę, ze brak instynktu samozachowawczego u roztrzepanej czternastolatki jest do wybaczenia, chociaż tez się zawsze zżymałam na Andę :) Cudna książka, lektura obowiązkowa. A w filmie tak mnie zirytowało zastąpienie wątku humorystycznego romantycznym i jakieś spacery przy księżycu, że nigdy więcej go nie obejrzałam. Ale teraz to bym nawet chętnie wróciła :)

      Usuń
    7. Ja co prawda umiem grać na pianinie/fortepianie i pamiętam melodię piosenki, ale nie znam francuskiego i nie umiem grać z pamięci. :)

      Zachowanie Andy mnie nie dziwiło, właśnie ze względu na jej młody wiek, wtedy nie myśli się racjonalnie. Była tak pewna swojej dwudziestowiecznej swobody i niezależności, że wtłoczenie w sztywne ramy wywołało natychmiast bunt.

      Film nagrałam na kasetę video (jeszcze używam tego sprzętu)przy okazji kolejnej emisji, na kanale "Kino Polska" trafiają się takie perełki.
      W wersji filmowej najbardziej mnie denerwowały te dość istotne zmiany. Jaka szkoda, że nie było postarzałego Karola-męża, gromadki wrzeszczących dzieci i Andy-mamy jako puszystej paniusi. A zamiast tego widz dostał ckliwe chwile na mansardzie.

      Usuń
    8. Zgadzam się z Tobą , gdzieś po 1/3 książki zaczyna to być męczące! Chciałoby się powiedzieć : dziewczyno złap wreszcie co się stało!

      Usuń
  2. To była jedna z moich pierwszych powieści. Mam wielki sentyment.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy blog. Upewniłam się dzięki niemu, że nie tylko ja, która jestem już w wieku "prawie przedemerytalnym", czyli 28 lat, często sięgam po książki, które pamiętam z czasów dzieciństwa, wczesnej i bardzo wczesnej młodości.
    O wielu książkach, o których piszesz przypomniałam sobie i tak lista tytułów z młodości (kiedyś już przeczytanych, ale również takich, których wcześniej nie udało mi się przeczytać) magicznie rozrosła się wzdłuż i wszerz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja koleżanka czytała tą książkę i się w niej zakochała♥♥♥
    Zapraszam do siebie, to nie reklama tylko zaproszenie
    http://do-wyboru-do-koloru-projekty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń